„Kultura zarobienia”

Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie pozytywnie, choć o 5:30 – obudziłam się wyspana, za oknem świeciło słońce, więc poniedziałek mi niestraszny. 🙂 Z racji urlopu macierzyńskiego nie muszę wstawać tak wcześnie – jest to uwarunkowane rytmem dnia dzieci (możliwością ponownego zaśnięcia 🙂 oraz moim samopoczuciem.
Pewnie spora część osób, które pracują i są nastawione na dobrą organizację czasu pracy, także wita dzionek o tej porze – choćby z racji dojazdów lub wczesnych godzin pracy.
Przy okazji wczesnego wstawania przyszedł mi na myśl wątek organizacji pracy.
W ostatnich paru latach bardzo duży nacisk kładzie się na efektywność czasu pracy i pracowników. Szkoleń na ten temat jest bez liku, a firmy chętnie wykładają środki na to, aby każda złotówka, zainwestowana w pracownika, była wydana jak najefektywniej.
Z drugiej strony dostrzegam przykłady firm (głównie dużych korporacji), w których panuje zjawisko nazwane przeze mnie „kulturą zarobienia” (używam słowa „kultura”, ponieważ w biznesie często mówi się o kulturze korporacyjnej). „Kultura zarobienia” polega na tym, że pracownicy realizują wiele projektów, biegają ze spotkania na spotkanie, ciągle organizują burze mózgów i spotkania strategiczne. Nastawieni są głównie na realizację zadań, a na relacje z ludźmi o tyle, o ile może im to pomóc w wykonaniu kolejnych etapów projektów.
Niestety, bardzo często ten nadludzki wysiłek pracowników idzie na marne, ponieważ – tutaj mamy do wyboru różne warianty sytuacyjne:
– osoba decyzyjna zmieniła koncepcję projektu,
– centrala odwołała projekt,
– zabrakło środków w budżecie,
– ktoś zablokował projekt (wewnętrzne „rozgrywki” między działami lub ludźmi),
– …itp., itd (każdy pewnie chociaż raz sam uczestniczył w takiej sytuacji).
Zadaję więc sobie i wam, drodzy czytelnicy, pytanie – dlaczego marnuje się tak wiele potencjału ludzkiego w postaci pomysłów, zaangażowania, poświęconego czasu? Dlaczego uwalnia się ponadprzeciętne ilości stresu do korporacyjnej atmosfery?
Czy jest to kwestia skali organizacji? Organizację tworzą ludzie – być może sami sobie narzucamy zbyt restrykcyjne lub nierealne terminy i zadania po to, aby stworzyć iluzję własnej przydatności dla organizacji? Czy nie jest to działanie w myśl swoistej religii -„Pracuję, więc jestem”?
Myślę, że zbytnie dążenie do perfekcyjnej organizacji pracy może spowodować efekt odwrotny. Masa ludzi jest tak skoncentrowana na detalach realizacji swoich zadań, że traci z oczu całość działań i w pewnym momencie nie jest w stanie realnie ocenić czy pracuje dla sensownego celu czy tylko po to, aby coś robić.
Zasiawszy ziarno niepewności, oddalam się do swojej perfekcyjnej organizacji czasu pracy w domu 🙂 Miłego tygodnia! (ma być piękna pogoda).

Facebook Comments

1 Comment

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!