40 lat życia spisane na tysiącu stron.

W swoim życiu nie czytałam z własnej woli żadnej biografii (nie biorę pod uwagę obowiązkowych lektur szkolnych) – beletrystyka wydawała mi się o wiele ciekawsza niż odtwarzanie życia przez pisarza. Do czasu, gdy otrzymałam w prezencie autobiografię Doris Lessing, która obejmuje 40 lat jej życia spisane w dwóch ponad 500-stronicowych tomach (lata 1919-1962). Dzięki tej książce zmieniłam zdanie na temat wartości biografii, przy czym za ważny oceniam fakt, że jest to opowieść jej samej, a nie biografa. Sama Lessing przyznaje, że zdecydowała się publicznie podzielić wycinkiem swojego życia z tego względu, że zgłaszało się do niej wielu biografów. Zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później, któryś z nich podejmie się wydania jej biografii.
Opowieść o życiu pisarki przeczytałam jednym tchem, korzystając z dobrodziejstwa odpoczynku z powodu zaawansowanej wówczas ciąży. Znalazłam w niej ważne dla mnie w tym momencie życia przemyślenia, związane z jej dzieciństwem i relacją z matką. Szczególnie wstrząsające były dla mnie opisy odczuć małej dziewczynki spowodowane pobytem z dala od rodzinnego domu, w internacie szkoły katolickiej (nie była katoliczką), a także domach, prowadzonych przez obce kobiety. W porównaniu do codziennych relacji w dzisiejszych mediach te opisy nie dotyczyły bulwersujących praktyk, nie były szczególnie sensacyjne. Pokazywały jednak stan psychiczny niemałego już dziecka, a to do mnie jako matki trafia najbardziej.
W przeciwieństwie do blogów, na których autorzy dokumentują dzień po dniu swoje życie, historia życia Lessing nie jest głównym punktem odniesienia. Równie ważne, jak relacje z mężem i dziećmi są wydarzenia i wyraziste poglądy polityczne autorki (komunizm), kwestie społeczne (relacje między białymi a rdzennymi mieszkańcami Afryki). To powoduje, że ta autobiografia jest dla mnie czymś więcej niż sprawozdaniem z własnego życia – dzięki niej poznałam tzw. tło społeczne i kulturowe Afryki w ówczesnych czasach.
Lessing opowiada swoje życie płynnie, lekko, jakby niedbale – mam wrażenie, że pisanie o nim nie sprawia jej żadnej trudności. To wrażenie zderza się z tym, jak sama autorka pokazuje proces pisania – natrętne chodzenie po pokoju, robienie herbaty, wyglądanie przez okno, bezustanne przysiadanie i wstawanie. Proces pisania działa na nią tak wyczerpująco, że codziennie musi uciąć sobie dłuższą drzemkę, aby móc dalej tworzyć. Do swojej twórczości podchodzi z dystansem – dość krytycznie ocenia swoje pierwsze powieści, pokazując jednocześnie, że pisanie było dla niej wówczas wszystkim.
Nigdy wcześniej nie przeczytałam powieści tej pisarki, lecz jej autobiografia zaostrzyła mój apetyt na jej inne dzieła.
Po lekturze tej książki zadałam sobie jeszcze jedno pytanie – jak pojemną pamięcią musi dysponować pisarz, aby przekazać czytelnikom 40 lat swojego życia z własnymi odczuciami, ze szczegółami dotyczącymi uczestniczących w nim osób (choć Lessing nie pamięta niektórych imion lub nazwisk, o czym także uczciwie pisze). A może jest tak, że w miarę pisania umysł człowieka się otwiera i nagle przedstawia mu zamazane, zapomniane fakty i wrażenia?

Facebook Comments

2 komentarze

  • kultura zarabiania – …..w Anglii
    wstac, ubrac sie , przeczesac wlosy, wyplukac zeby w plynie mietowym, dostac sie do pracy na czas (jesli nie to udawac ze sie stalo w mega korku gdzies po srodku Londynu) , odpukac 8 godzin, i pojsc do pubu dokladnie o 5.01 🙂
    …..ewentialnie zadzwonic o 8 rano ze sie jest chorym – i tak przez kolejne 5 dni bo prawo pozawala bez zwolenienia od lekarza do 5 dni….Simple!

  • Co prawda tekst o "kulturze zarobienia" pojawił się w poprzednim wątku, ale skomentuję 🙂 Przedstawiasz inny przykład niż to, o czym piszę. To swego rodzaju "kultura nierobienia", czyli "przegięcie" w drugą stronę. Kwestia zwolnienia bez zwolnienia lekarskiego 5 dni z rzędu to rzeczywiście dla mnie niepojęta sprawa. A ile razy w roku tak można? Czy to jest możliwe bez ograniczeń? Moim zdaniem w życiu niezdrowe są wszelkie skrajności, a w przypadku pracy szczególnie.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!