Wakacyjne podróże kształcą – także dzieci.:-)

Zwykle nie piszę o sobie. Wyszłam z założenia, że w swoim blogu nie będę opisywać swojego życia, bo większość z was – czytelników – ma do opowiedzenia równie ciekawe historie dnia codziennego. Wolę przedstawiać wam swoje przemyślenia na tematy, które uważam za istotne i inspirujące.
Dzisiaj mam jednak ochotę na krótki wpis, który jest dokumentacją 3 scenek rodzajowych z serii „logika dziecięca jest porażająca”. 🙂 Nie jest to nic odkrywczego, a część z was zapewne zna podobne wypowiedzi i zachowania z autopsji. 🙂

Scenka 1
W drodze nad morze. Wyruszyliśmy w środku nocy, więc po 6 godzinach bycia w trasie mąż zaczyna ziewać, prowadząc auto.
Oto dialog:
S:   Tatuś, chcesz spać?
M: Tak, troszkę chce mi się spać.
S:  Nie wolno teraz spać. Teraz jedziemy nad morze, na wakacje.
Doprawdy, jak można ziewać, gdy ma się przed sobą tak ważne wydarzenie, jak wakacje!

Scenka 2
W pensjonacie. Mieszkamy w pokoju z numerem 6 (pierwszy raz nocujemy na tak małej przestrzeni  we czwórkę – ale nie jest źle:-). Obok nas, pod numerem 5, przebywa pani (myślę, że ok. 60-letnia) z pieskiem i synem (z tym, że syna widujemy rzadko). Nasz synek, który ma duże upodobanie do liczenia, oznajmia nam tryumfalnie „Pod numerkiem 5 mieszka babcia z pieskiem”.
Hmmm…muszę być przygotowana na to, że za jakiś czas dla innych małych dzieci także i ja będę babcią i nie będzie mieć to nic wspólnego ze stanem faktycznym…

Scenka 3
W knajpce. Starszy synek dostaje lody po kolacji (de facto po naszej kolacji, ponieważ on nie jada wieczorem w knajpie – woli swoje płatki z jogurtem (o czym już pisałam tu) Mąż prosi o to, aby synek poczęstował go lodami, co spotyka się z gwałtownym protestem. Zaczynam tłumaczyć, że „tacie byłoby miło, gdyby mógł spróbować lodów, zje tylko troszkę, zostawi dla Ciebie.” Na co słyszę „Nie. Tatuś ma piwo, mama ma kawę, a ja mam lody.” Trudno o kontrargument w takiej sytuacji…To się nazywa „polec od swej własnej broni” – pewnie ja także używałam takiego argumentu…

Może podzielicie się na łamach mojego bloga swoimi ciekawymi dialogami z dziećmi? Zawsze lepiej jest wiedzieć, co jeszcze czai się na nas za rogiem 🙂

Facebook Comments

3 komentarze

  • Moje dziecko jedno nie mowi wcale, a drugie słabo, więc jeszcze nie mam zbyt wielu dialogów. Natomiast prowadząc treningi z dziećmi słyszałam różne. Mój ulubiony, to rozmowa 2 pięciolatków:

    Kacper: Proszę Pani on mnie ugryzł
    Ja: Patryku, dlaczego ugryzłeś Kacpra?
    Patryk: Bo go nie zauważyłem….

  • Mój mąż przebiera Maksa. Sadza sobie golasa na swoich kolanach i nagle krzyk: "Tata nie chce siedzieć na Twoich kolanach bo mnie swędzą te włoski co Ci spadły z głowy na nogi". Mniej edukacyjne… ale popłakaliśmy się ze śmiechu :). EWE

  • Sylwia, pewnie niedługo sama będziesz świadkiem podobnych dialogów między swoimi dziećmi (oby się tylko nie gryzły 🙂
    Ewe – piękny tekst! Skąd dzieci mają wiedzieć, że człowiekowi włosy rosną na ciele – lepiej niech trwają w ułudzie, że tak nie jest 🙂
    Przy okazji przypomniało mi się, że mama relacjonowała mi, iż nie lubiłam majeranku i jedząc zalewajkę, mówiłam jej zawsze "tylko bez tych patyczków"…

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!