Poklepana po pupie.

Gdy byłam małą dziewczynką myślałam, że mężczyźni mają w życiu lepiej z dwóch powodów. Po pierwsze – nie muszą rodzić dzieci, a po drugie – mogą zrobić siusiu praktycznie wszędzie. 🙂
Pierwszy argument musiał być chyba efektem oglądania filmowych scen porodów, bo po dwóch wspaniałych porodach zmieniłam zdanie. Co do drugiego argumentu, nadal pozostaje on aktualny. 🙂
Będąc starsza, zmieniłam perspektywę patrzenia na kobiety jako grupę. Z myślenia małej dziewczynki zostało niewiele, zastąpiło je postrzeganie kobiet w kategoriach grupy społecznej czy pracującej.
3 dni temu oglądałam na kanale National Geographic dokument o kobiecej prostytucji, m.in. w Bangladeszu. Wstrząsające jest to, że kobiety kobietom gotują taki los. Tzw. „burdelmamy” prowadzą swój biznes, żerując na innych, niedorosłych jeszcze kobietach. Nie wydają się być tym faktem zażenowane. Myślę, że nie mają w sobie współczucia dla kobiet, które wyzyskują. Traktują je jak swoje „środki produkcji”, beznamiętnie opowiadając o swoim interesie. Troskliwie szykują swoje pracownice (celowo nie używam słowa „podopieczne”, bo z opieką ma to chyba niewiele wspólnego) do kolejnego dnia pracy, czesząc je, malując i ubierając. Jeśli tego nie zrobią, ich zarobek może być mniejszy. Troska tych kobiet odnosi się tylko do ich potencjalnego zysku z transakcji.
Takie dokumenty zawsze na długo zostają w mojej pamięci. Zdaję sobie wtedy dobitnie sprawę z tego, że w wielu miejscach na ziemi kobiety są w gorszej pozycji tylko ze względu na kobiece atrybuty. Są sprzedawane w celach seksualnych, często narażone na molestowanie seksualne czy przemoc tylko dlatego, że są płci żeńskiej.
Parę tygodni temu czytałam w gazecie reportaż na temat powszechnego w niektórych krajach muzułmańskich publicznego obmacywania kobiet. Straszne jest to, że kobiety nie mogą czuć się bezpiecznie na ulicy czy w środkach komunikacji, otoczone tłumem mężczyzn. Stale muszą pilnować, aby nikt ich nie dotknął. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak męcząca musi być taka ciągła czujność i jakim wysiłkiem psychicznym okupione jest zwykłe wyjście z domu.
Zresztą, przyznam szczerze, że po jednych, jedynych wakacjach w Tunezji w ogóle nie ciągnie mnie w ten rejon świata. Nie jest dla mnie wypoczynkiem sytuacja, w której muszę uważać, aby sprzedawca w swoim sklepiku nie poklepał mnie po pupie, jak konia po zadzie. 🙂
Z tego względu najlepiej czuję się w naszym, europejskim kręgu kulturowym. Najlepiej we Włoszech lub Hiszpanii (może ze względu na moją tzw. urodę południową?:-)

Facebook Comments

5 komentarzy

  • witam, ja jestem już dużą dziewczynką i niestety dalej uważam, że kobiecie żyje się trudniej niż mężczyznie. Kilka przykładów :

    1. Kiedy mężczyzna zostaje ojcem i po 2 tygodniach urlopu wraca do pracy, nikt go nie nazywa "wyrodnym ojcem" tudzież "karierowiczem". Meżczyzna nie szarpie się w nieskończoność wyrzutami sumienia, że umykają mu pierwsze chwile życia dziecka.

    2. Mężczyżni którzy mieli w przeszłości wiele partnerek, są postrzegani jako doświadczeni, atrakcyjni, jakoś nikt nie określi ich "łatwymi", tudzież puszczalskimi i nie szanującymi siebie.

    3. Meżczyzni nie malują się, nie wydają mnóstwa pieniedzy na kosmetyki…i co? Nie walczą ze zmarszczkami, rozstępmi, a siwe włosy dodają im tylko "charakteru" ;- )

    na dziś wystarczy 😉

  • Każda z nas ma swój punkt widzenia i fajnie, że wymieniłaś też inne kwestie. Zupełnie zapomniałam, że sama podnosiłam kiedyś argument, który opisałaś w punkcie 2. To jest bardzo niesprawiedliwe. Chociaż i tak wydaje mi się, że sytuacja nieco się zmienia i jest lepiej niż kilkanaście lat temu…Ale myślę też, że na zasadzie kontrastu można znaleźć w naszym życiu pozytywy 🙂 Jednym z nich jest np to, że mężczyźni nie mogą doświadczyć emocji i specyficznej więzi, które łączą kobiety z dziećmi.

  • Oj, obie macie rację. Ile to razy na wyjazdach z grupą treningową (nieraz byłam jedyną, ewentualnie jedną z dwóch, trzech dziewczyn) traktowano mnie (oczywiście nie moi fantastyczni koledzy z grupy – raczej osoby z zewnątrz) jako "maskotkę", koleżankę, która pojechała, żeby robić chłopakom kanapki. Straszne.
    A teraz… rzeczywiście, szybki powrót do pracy = wyrodna mama, dodatkowa praca = ucieczka od domu i rodziny (przecież kredyt do spłaty nie może być tego powodem).
    Może moja córka będzie miała troszkę lepiej 🙂
    Jednocześnie pamiętajcie, że facet, który zostanie na wychowawczym jest postrzegany jako ktoś dziwny, taki, który nie ma prawa jazdy to "mięczak". Oni też wpadają w sidła stereotypów, tylko inne.

  • Sylwia – tak, zwróciłaś uwagę na ważny aspekt sprawy, czyli stereotypy, dotyczące mężczyzn. Tylko wydaje mi się, że w tym wypadku skala zjawiska jest jednak mniejsza. Jak się zastanowię, to nie znam żadnego faceta, który byłby na urlopie wychowawczym…
    A propos traktowania kobiet w grupie – moja mama była jedną z niewielu studentek na kierunku Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa (łatwo policzyć kiedy, bo ja mam 34 lata:-). Opowiadała mnie i siostrom, jakie czasami słyszała komentarze od wykładowców-mężczyzn – jak się domyślacie, generalnie dotyczyły one poziomu inteligencji studentek (mama była ładną blondynką, więc było się do czego "przyczepić":-) Siostra studiowała informatykę, więc też była jedna z niewielu na roku – jej sytuacja była lepsza, ale czasem także zdarzało jej się usłyszeć jakąś "dowcipną" uwagę.

  • Mój tata był na wychowawczym :)A potem zachorował w wieku trzydziestuparu lat i musiał iść na rentę, mając niespełna 50 lat ma chore nerki, być może niedługo będą konieczne dializy, usunięte dwa dyski i padaczkę okołoskroniową, dostaje niecałe 500zł renty, a wśród znajomych i (niestety) nawet rodziny wciąż były i są głosy jak to dobrze załatwić sobie rentę i siedzieć w domu… Niemniej jednak rzeczywiście, masz rację, kobiety o wiele częściej narażone są na zaatakowanie ze strony stereotypów. Udanego tygodnia i kolejnych ciekawych wpisów 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!