Zabawy dziecka z cyferkami – cz.1 opowiadania.

Starszy Mi kocha cyfry i liczby. Są one obecne w jego świecie od momentu, kiedy tylko rano wstanie z łóżka.
Zadziwia mnie tą swoją pasją i pamięcią do liczb, a także kreatywnym ich wykorzystaniem w życiu.
Zna rozmiary butów osób z naszej rodziny. Potrafi po kolei przyporządkować numery szafek do dzieci ze swojej grupy przedszkolnej. Auta określa nie po markach, ale po numerach („Mamo, przyjedziesz numerem 80?”). Oczywiście, wie pod jakim numerem domu mieszka on i dziadkowie.
Ostatnio jego ulubioną zabawą w drodze z przedszkola do domu jest sprawdzanie, jakie numery mają tramwaje i autobusy, które nas mijają, a także zgadywanka „Mamo, znasz tramwaj nr 1?” (potem 2…i tak aż do np. 50 :-).
Miłość do cyferek ingeruje w nasze życie rodzinne do tego stopnia, że nie mogę wobec niego użyć argumentu „Ile razy mam Ci powtarzać…?”, bo – w zależności od danego momentu – słyszę różne odpowiedzi: „25” lub „68”. Jest to wypowiadane z tak wielką powagą, że nie mogę się śmiać – pozostaje mi jedynie zmienić sposób komunikowania z synem w tej kwestii. 🙂
Nie myślcie, że to realizacja jakiś moich ambicji i że trenuję swoje dziecko w nauce liczenia.:-)
Wszystko zaczęło się od prostej zabawki, którą kupiłam mu w zeszłym roku w pewnej niedrogiej sieci handlowej. Ot, prosta i niedroga tablica z cyframi od 1 do 9 i obrazkami – wahałam się, czy ją kupić ze względu na nieładne rysunki (tandetna chińska produkcja).
Zobaczcie sami / same.

W ten sposób Starszy Mi opanował liczenie do 9. W tym momencie zainteresowały go także cyferki z maty edukacyjnej – chodzi o piankową matę z cyferkami, którą można kupić w każdym większym markecie.
Początkowo układał je pojedynczo i bardzo ubolewał nad tym, że nie mamy 0 i nie można ułożyć liczby 10. 🙂
Nasi przyjaciele i znajomi wiedząc, że syn lubi cyfry, wspomagali go w rozwoju
poprzez prezenty-pomoce naukowe. Jednym z takich świetnych prezentów były klocki Lego Duplozestaw, umożliwiający dziecku łączenie elementów i cyfr. Syna nie interesowały klocki do budowania domku, tylko te z cyframi. Oto, jaki można z nich zrobić użytek.

Zestaw został uzupełniony otrzymaną później od mojej przyjaciółki książeczką Lego Duplo z cyframi i zadaniami do wykonania, które przez pewien czas musieliśmy przerabiać przed spaniem. Każde zadanie musiało być opatrzone sakramentalnym zdaniem „Zadanie nr 1” (odpowiednio 2 i tak aż do 10) – bez tego nie mogliśmy przystąpić do odpowiedzi na zadane pytania.:-)

Nie chcę was zanudzać przydługim postem na ten temat, ale jeśli jesteście ciekawi / ciekawe, jak postępowała dalsza edukacja syna, przygotowuję już drugą część opisu.

Być może zainspiruje to kogoś z was do zabaw ze swoim dzieckiem z cyframi. Jak widać, cyfry nie muszą być nudne, a nauka liczenia – żmudna. Trzeba tylko znaleźć sposób i – przede wszystkim – to dziecko musi tego chcieć! Nic na siłę. 🙂

Facebook Comments

7 komentarzy

  • Pocieszyłaś mnie, bo ja się nieco niepokoiłam takimi właśnie zdolnościami mojego wnuczka. Jako dwulatek liczył do pięciu, ogromnie interesują go wszystkie liczby,ostatnio pojął znaczenie "0". On w styczniu skończy dopiero 3 lata, a już umie napisać swoje imię, imię brata, wyraz mama, papa, ohma. Te ostatnie to wyrazy niemieckie, bo mały jest trójęzyczny. Córka mówi do niego tylko po polsku, zięć po niemiecku, a w żłobku, do którego dotychczas chodził, mówił oczywiście po niemiecku i dodatkowo po angielsku mieszkają w Niemczech). Od września chodzi do przedszkola, bo kierowniczka żłobka uznała,że jest za mądry do żłobka.Mówi ładnie całymi zdaniami, ja do niego mówię po polsku, a on odpowiada po niemiecku. Młodszego brata strofuje po…angielsku.Każdy u nich w domu ma nadaną przez niego cyferkę.I maluch zna na pamięć 7 cyfrowy nr telefonu. Mnie to trochę przeraża.Przy tym wszystkim ma absolutny słuch i potrafi odtworzyć melodię.A poza tym to chyba wszystko normalnie.Uwielbia jezdzić metrem, pociągami, wie też jakie tramwaje do nich jeżdżą. Moja córka pisała i czytała jeszcze w zerówce, zięć też był raczej bardzo zdolnym dzieckiem, więc może to geny?
    Ciekawa jestem jaki będzie młodszy wnuczek, który w lutym skończy rok. Podoba mi się,że bierzesz udział w jego zabawach i że to są mądre zabawy. Niech Ci się dzieciaczki zdrowo chowają, tego Ci życzę.
    Miłego, 😉

  • Anabell – Twój starszy wnuk jest bardzo pojętnym dzieckiem! Dobrze, że ktoś już na tym etapie wspiera go w rozwoju i edukacji (kierowniczka żłobka). Ja już teraz zazdroszczę Twojemu wnukowi, że naturalne będą dla niego aż 3 języki.
    Rozumiem, że masz obawy przed tymi "zbyt poważnymi" jak na wiek dziecka zainteresowaniami – też przez chwilę o tym myślałam. Stwierdziłam jednak, że chyba najlepsze, co mogę dla syna zrobić, to wspierać go w jego zainteresowaniach poprzez zaangażowanie w jego zabawy, ewentualnie od czasu do czasu podsuwać mu jakąś alternatywną propozycję, ale bez nacisków. Wychodzę z założenia, że jeśli nie interesuje go kopanie piłki, tylko cyferki, to jego wybór. Ważne, że jest się w stanie na tym skupić i sprawia mu to przyjemność. Co do muzyki, to zadziwił mnie 2 dni temu, gdy usiadł do pianina (jestem po szkole muzycznej I stopnia) i zaczął grać i śpiewać piosenki z płyty, którą kupiłam mu jakieś 2 miesiące temu. Płyta jest świetna i nosi tytuł "Przedszkolak z piosenką" – pani wykonuje melodyjne utwory z akompaniamentem na pianinie, jak w przedszkolu podczas rytmiki. Syn zaczął dość melodyjnie śpiewać (jak na swój wiek), z akompaniamentem (wiadomo, że była to "muzyka nowoczesna" – czytaj "kocia muzyka":-) Myślę, że zdolności matematyczne i muzyczne idą ze sobą w parze, co potwierdza także przykład Twojego starszego wnuka.
    Ja też zastanawiam się, jaki będzie młodszy syn. Myślę, że może być zupełnym przeciwieństwem starszego. Jeśli tak, fajnie będzie mieć w domu dwóch różnych chłopaków! Dziękuję za życzenia zdrowia, nawzajem. Jak najczęstszych spotkań z wnukami!

  • Anabell, gratuluję niezwykłego wnuka! Oby rozwijał swoje zainteresowania i umiejętności i nigdy nie spotkał na swojej drodze kogoś, kto mógłby go zniechęcić!

  • Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała Sylwia. A propos zainteresowań – ostatnio znajoma opowiadała mi, jak nauczycielka angielskiego w pewnej szkole prywatnej stara się zachęcić dzieci do nauki tego języka. Syn znajomej nie był entuzjastą tego przedmiotu, więc pani postanowiła dotrzeć do niego przez jego zainteresowanie piłką nożną. Przygotowując pomoce naukowe na zajęcia, zawsze miała w zanadrzu elementy i słownictwo, związane z tym sportem – mimo, że wymagało to od niej większego wysiłku intelektualnego. Udało się – dziecko uczy się języka. Siła zainteresowań naszych dzieci i wnuków jest ogromna! Myśl, że tak wiele zależy od nauczycieli, których spotkają na swojej drodze, już mnie przeraża…

  • Oczywiście, że nauczyciel jest niezwykle ważny, moja miłość do matematyki i cyferek spotkała na swojej drodze rozwoju nauczyciela matematyki – wychowawcę z LO. I potem skończyłam prawo…
    Oczywiście wyboru nie żałuję, bo prawo również mnie fascynuje, niemniej jednak mam ogromny żal, że w szkołach nadal uczą "sadyści emocjonalni"! Mam nadzieję, że będzie ich coraz mniej i konkurencja na rynku pracy sprawi również to, że nauczyciel będzie chciał uczyć i to uczyć każdego, a nie tylko pracować.

  • Sylwia – na szczęście na swojej drodze edukacyjnej nie spotkałam żadnego "sadysty emocjonalnego" (być może dlatego, że była to szkoła społeczna, mniejsze klasy – pierwsza taka szkoła w mojej miejscowości). Z drugiej strony nie zetknęłam się też z nauczycielem, który potrafiłby w szczególny sposób zainteresować mnie wybraną dziedziną nauki. Myślę, że w systemie edukacji "po pierwsze nie szkodzić" powinno być warunkiem koniecznym, a nie wystarczającym.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!