Ukochane cyferki malucha – dokończenie opowieści.

Kończąc poprzedni post. Ulubioną zabawką syna od czasu opanowania cyferek od 1 do 10 stał się zwykły kalkulator, na którym wpisywał sobie cyferki. Chodzi mi o taki stary kalkulator na baterie
słoneczne, jakiego używało się 20-30 lat temu… Stwierdziłam, że od tej pory nie będę wyrzucać z domu sprzętów, które w danym momencie wydają mi się nieużyteczne – dziecko samo znajdzie dla nich zastosowanie.
Następnym krokiem w rozwoju umiejętności liczenia było rachowanie do 30. Dziadek nauczył tego wnuczka w maju, za
pomocą zwykłego kalendarza ściennego. Od powrotu po majówce syn codziennie domagał się od nas kalendarza i liczył z zapamiętaniem
po kolei wszystkie dni miesiąca. Lubił, gdy prosiliśmy go o wskazanie nam konkretnych liczb.
Nie wiem, kiedy to się stało, ale w którymś momencie zrozumiał i
zaczął stosować schemat liczenia, tzn. dodawanie cyfr od 1 do 9 do
kolejnych dziesiątek. Musiał tylko opanować liczby dziesiętne: 20, 30,
40 itp. Gdy dochodził do 50, od razu przeskakiwał do 100, później jednak
przyswoił sobie też liczby od 60 do 100.
Od dwóch miesięcy hitem zostały „Cyferki dla najmłodszych” – kolejny prezent od naszych przyjaciół, którzy znają tę pasję naszego dziecka. Są to papierowe kartoniki z cyframi, przeznaczone już
dla nieco  starszych dzieci (z elementami dodawania, odejmowania, znakami
większości i mniejszości).

Zupełnie niedawno moja mama zaczęła
wdrażać swojego wnuczka w sekrety liczb trzycyfrowych i na obecnym etapie maluch
bawi się właśnie w ten sposób. Potrafi bawić się tak rano, po powrocie z
przedszkola i oczywiście, tuż przed spaniem (zwykle wtedy musi się
zadowolić położeniem z cyferkami do łóżka :-).
Jak widać, do łask wracają cyferki w różnej postaci – nie tylko kartonikowe, ale i te piankowe.

Ostatnio zmartwieniem małego rachmistrza był fakt nieposiadania podwójnych cyfr. Zasmucony konstatował podczas zabawy, że „jeśli chcemy ułożyć cyfrę 11, to nie mamy 1” lub „nie mogę ułożyć 101”. Czułam się dumna widzą, że jednak znalazł sobie pocieszenie i sposób na poradzenie sobie z tym problemem. Być może nawet sądził, że ta sytuacja mnie martwi, bo kierował w moją stronę te słowa „Nie martw się, na szczęście mam inną cyfrę” i zamiast brakującej układał sobie kolejny numer. Słodki jest w tym swoim zatroskaniu brakiem cyfr i radzeniu sobie z tym kłopotem.
Dlatego dzisiaj – w dniu jego urodzin – w obecności ciekawie przyglądającego się nam młodszego brzdąca – wycinałam z kolorowego papieru cyferki, aby jubilat mógł ułożyć liczby 11, 22, 33, 44, 55, 66, 77, 88, 99, 101, 202 itp. Myślę, że bardzo mu się spodobało to, że cyferki można wyprodukować samemu i w ten sposób zapewnić sobie nieograniczone możliwości tworzenia dowolnych liczb.
Być może wkrótce sam będzie sobie wycinał cyferki do swojego cyfrowego świata…Na pewno będę go w tym wspierać.

Facebook Comments

6 komentarzy

  • Również jestem pod wrażeniem! Niesamowite, że tak bardzo go to pochłania! Mam nadzieję,że pasja będzie się rozwijała. Fantastycznie też, że jesteś osobą kreatywną i nie tylko ograniczasz się do kupienia czegoś z cyferkami, ale również znajdujesz czas i ochotę np na wycinanie ich!
    PS. Ciekawe czy jest np makaron z cyferkami? bo z literkami na pewno… A w pewnym dyskoncie na B. swego czasu były płatki śniadaniowe w kształcie cyferek:)
    udanego liczenia!

  • Z tym wycinaniem cyferek było tak, że po prostu chciałam pokazać synowi, jak można sobie poradzić z rozwiązaniem nurtującego go problemu i że niekoniecznie trzeba kupować kolejny zestaw cyferek.
    A propos cyferek – podobno jest zestaw do ciastoliny z cyferkami. Co do makaronu – nie wiem, musiałabym poszukać, ale na szczęście to danie syn je bez motywacji "cyferkowej". Za to przez pewien czas podczas obiadu trzeba było opowiadać mu historyjki o tym, jak cyferki 1,2,3 poszły na plac zabaw. Przesłanie bajeczki było proste – trzeba zjeść, żeby mieć siłę na placu zabaw. Wymyśliła to moja mama i skutkowało.

  • Poczułam się wzruszona docenieniem mojego wkładu w rozwój intelektualny i fizyczny mojego wnuka :-).
    Fajnie się czyta te Twoje zapiski.

  • Babciu E.(podejrzewam, że kryjesz się za tym wpisem 🙂 – Twój wkład w rozwój wnuka jest niekwestionowany i w 100% doceniony, także przez niego samego. Jesteś zawsze dobrym partnerem do intelektualnej (i nie tylko) rozrywki!

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!