Domek z tektury dla dziecka.

A propos mojego Wewnętrznego Dziecka, o którym wspominałam w poprzednim wpisie – wygląda na to, że prezent w postaci tekturowego domku był potrzebny bardziej mi niż mojemu dziecku. To chyba tak, jak z kolejką dla malucha – podobno ten prezent sprawia największą radość tatusiom. 🙂
Wracając do urodzinowego prezentu dla naszego trzylatka – w jego skład wchodzą szablony, którymi można udekorować ściany zewnętrzne. Tego samego dnia, gdy domek został rozpakowany i złożony (uczestniczyło w tym procesie chyba 6 osób), zabrałam się ochoczo do jego ozdabiania.
Na pierwszy rzut poszły oczywiście cyferki – syn zażyczył sobie, aby były to różne kombinacje. Zauważyłam, ze zwykle trzyma się ustalonego porządku, czyli chce, aby następowały po sobie (np. 1, 2, 3).
Ja byłam zwolenniczką innych, niecyfrowych elementów dekoracyjnych – kwiatów czy zwierzątek, ale nie spotkało się to z aprobatą ze strony dziecka.
Tak czy siak – niewątpliwie, mieliśmy przyjemność z tej zabawy – teoretycznie zabawy dla dzieci. 🙂

 

Pamiętacie ten nieprzyjemny dźwięk, który powstaje, gdy ktoś zarysuje szkło? Budzi dreszcze. Można powiedzieć, że tak się czułam, gdy mój trzylatek rysował na drzwiach domku, ozdobionych uprzednio cyferkami 🙂 Cóż, jego dekoracje są bardziej kreatywne niż te moje, szablonowe 🙂

 

Dopełniając całości dzieła, te same małe rączki trzylatka pomalowały niedawno tekturowy domek w artystyczne koła, których przykłady pokazywałam we wpisie na temat rysowania. 
P.S. Tekturowy domek był główną atrakcją przyjęcia urodzinowego – wyobraźcie sobie chodzący domek z trójką dzieci w środku. Na szczęście nie było między nimi rozbieżności co do kierunku poruszania się. 🙂

Facebook Comments

6 komentarzy

  • Nie mogę się już doczekać jak kupię synowi samochód zdalnie sterowany. Zawsze chciałem taki mieć. Po części chodzi przecież o spełnienie swoich młodzieńczych marzeń. Często kupujemy ten „samochód” najlepszy na półce, a nie musi (nie powinno) tak być. Czyżbyśmy chcieli żeby inni „tatusiowie” nam zazdrościli?

  • Faktycznie, nasze zainteresowania ukierunkowują nasze dzieci. Myślę, że to dość nie świadomie, ale jednak robimy. Mój mąż (jego tata śpiewał swego czasu w operze) chętnie puszcza dzieciakom różnorodną muzykę, razem zabieramy je na aikido, ja (uwielbiam wodę) ciągnę ze sobą na basen no i te zabawki…. ale z drugiej strony…jeśli w tym wszystkim dajemy też dzieciom trochę swobody na wybór własnej drogi, to może i dobrze? Pokazujemy im mnóstwo różnych form spędzania czasu (my, dziadkowie, ciocie, każdy z nas coś innego), a dziecko decyduje co sprawia mu największą frajdę.
    Obyśmy mieli jak najwięcej pomysłów i czasu na wspólne kreatywne spędzanie dnia!

  • Bedbug – myślę, że pewna rywalizacja między rodzicami istnieje. W którymś z wpisów pojawił się temat uwag, z jakimi spotykają się rodzice kupujący np. używane rzeczy dla dziecka – te uwagi pochodziły często z najbliższego otoczenia rodziców. Przeglądając felietony czy komentarze kobiet w prasie czy internecie, także trafiam na temat wzajemnego oceniania się przez mamy czy rodziców. Zresztą, sama nie jestem święta – zdarzyło mi się parę razy pomyśleć krytycznie o rodzicach bezustannie kupujących nowe zabawki. Pomyślałam jednak, że prawdopodobnie ci rodzice wynagradzają sobie coś, czego nie mieli w dzieciństwie w wystarczającej ilości – czy to złe i demoralizujące dla dzieci? Jeśli rodzic kupuje zabawkę, z której ma przyjemność i skutkuje to wspólną zabawą z dzieckiem i poświęceniu mu w 100% czasu, to "jestem na tak". 🙂

  • Sylwia – myślę, że dobrze jest pokazywać dzieciom różne sposoby spędzania wolnego czasu, różnorodne zainteresowania. Muzyka, sport, zabawy – dziecko samo coś sobie z tego wybierze. Ważne wydaje mi się, aby nie forsować czegoś na siłę. Najtrudniej walczyć z pokusą spełniania własnych niespełnionych ambicji…
    Powiedziałabym tak – obyśmy mieli jak najwięcej pomysłów, a przede wszystkim chęci do spędzania wspólnie czasu. Od chęci wszystko się zaczyna.

  • A co zrobic kiedy dziecko pragnie od kilku miesiecy jakas okropna plastikowa zabawke, ktorej zupelnie nie akceptujemy i ktora wydaje sie nam "wyrzucaniem pieniedzy" . Jestem wielbicielka edukacyjnych, madyrch zabawek…a moj syn od miesiecy marzy o plastikowym czarnym aucie z playmobile 😉 Odpuszczam. Wiem, ze nie moge na sile narzucac mu swojego smaku za kazdym razem. To bardzo trudne. Na szczescie nasze dziecko zupelnie nie przejawia zainteresowan swoich "architektonicznych" rodzicow. Nawet nie lubi rysowac 😉 Wiec jestem spokojna, ze pojdzie jednak swoja droga. A taki domek tez mielismy swojego czasu, bez szablonow, pozwolilam malemu pomalowac go jak chce. Agnieszka, wlasnie tak zachowuja sie wewnetrzne dzieci 😉 Pozdrawiam serdecznie.

  • Agata – jeszcze nie zetknęłam się z taką sytuacją, o której piszesz – że dziecko chce zabawkę, która mi nie odpowiada. Zastanawiam się, co wtedy zrobię. Prawdopodobnie postąpię podobnie, nie kupując jej od razu, bo być może to tylko chwilowy kaprys. Z lekkim przerażeniem myślę o tym, gdy syn pójdzie do szkoły i będzie chciał mieć to, co rówieśnicy. Jak wtedy reagować? Na razie to jeszcze odległa perspektywa, ale dobrze jest zawczasu o tym pomyśleć lub zapytać innych rodziców, jaką oni mieli strategię.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!