O blokach i oknach.

Zawsze lubiłam obserwować okna w blokach lub domach, wyobrażając sobie, jak żyją mieszkający tam ludzie.
Przez parę lat pracowałam w dzielnicy Służew. Moja podróż do pracy trwała godzinę, jeździłam głównie tramwajem. Wsiadałam na początku trasy, a wysiadałam na jej końcu. Podczas wieczornych powrotów do domu, równie wyczerpujących jak calusieńki dzień pracy, lubiłam obserwować mijane bloki, rozświetlone setkami świateł w oknach. Zastanawiałam się, co rozgrywa się w momencie mojej obserwacji w tej konkretnej przestrzeni. Oczyma wyobraźni widziałam ludzi, którzy zamieszkują te mieszkania. Moja wyobraźnia nie miała już siły myśleć o historiach, których bohaterami mogliby być. Myślałam też, że chciałabym być na ich miejscu – oni mogli już cieszyć się swoimi czterdziestoma ośmioma czy trzydziestoma sześcioma metrami kwadratowymi przestrzeni, w jednym lub dwóch pokojach, przytulonych do siebie.
Był nawet taki czas, że chciałam mieszkać w bloku. Dlaczego? Małe
mieszkanie, zamknięte w bryle bloku i otoczone innymi podobnymi tworami
wydawało
mi się znacznie bardziej przytulne niż rozległa przestrzeń domowa.
Zazdrościłam mojej ówczesnej przyjaciółce, że mieszka z mamą na prawie
50-metrowej przestrzeni, podczas gdy ja miałam do dyspozycji swój własny
pokój o podobnym metrażu, z tym że w domu na osiedlu, zbudowanym w
latach 80-tych przez duży zakład pracy. Pewnie wiecie, co mam na myśli –
jednakowo budowane, klockowate domki.
Moje marzenie z czasów licealnych się spełniło, na studiach mieszkałam w bloku – całkiem nowym, na Bemowie, w okolicy która teraz jest zarośnięta blokami-molochami. Wówczas „mój” blok był jedynym rozległym (nie był wysoki – 4 piętra). Bardzo dobrze się tam czułam, a później kupiłam swoje własne M2, w innej lokalizacji.
Minęła już dekada i teraz także jeżdżę – samochodem, nie komunikacją miejską. Obecnie przemierzam 45-minutowy odcinek drogi w jedną stronę, z lub do przedszkola w Śródmieściu. Za miesiąc będę też tam jeździć, z tym że do pracy i przedszkola. 🙂
Parę tygodni temu, jadąc przez Sadybę, przyjrzałam się budowanemu właśnie blokowi. Pomyślałam, że to niesamowite, jak z takiej zimnej i ziejącej pustką bryły tworzy się skupisko małych, przytulnych przestrzeni mieszkalnych, zasiedlonych przez lokatorów. Wyobraźnia podsunęła mi już obrazy małych, przytulnych pokoi, urządzonych meblami i bibelotami ze sklepów typu IKEA.
Z tym, że teraz nie chciałabym już mieszkać w bloku, nawet najwyższej klasy apartamentowcu, szczególnie gdy słucham pewnej piosenki zespołu Pustki – „Nie tak miało być”…

Facebook Comments

4 komentarze

  • O nie! Tylko nie blok!
    To znaczy, zawsze w okresie jesienno-zimowym mam ochote pieprznąc to wszystko. To odśnieżanie, wybieranie popiołu z kominka…
    Na szczęście tylko czasami i na krótko;)

  • Taaak, popiół z kominka, na szczęście tym zajmuje się mąż. 🙂 Ale – tak jak piszesz, zniechęcenie do sprzątania jest tylko chwilowe, bo potem można się cieszyć tym, że siedzimy sobie z przyjaciółmi i – mimo, że za oknem ani śladu nadchodzących "White Christmas", palimy w kominku. Stwierdziłam, że dom bez kominka to nie jest "pełny" dom…
    Co do odśnieżania, na szczęście jest w domu osoba, którą ta czynność fizyczna relaksuje. 🙂 Tylko musi być wykonywana wieczorem, nie rano. Rany, właśnie sobie uświadomiłam, że za miesiąc to ja mogę być tą odśnieżarką, bo będę wyjeżdżać z domu pierwsza! 🙁

  • Może jestem nienormalna, ale ja nawet lubię odśnieżać i kosić trawę (niestety mamy wojny, te drugie, bo mąż boi się, że zepsuje mu nową kosiarkę ;))
    I kocham kominek i te metry przestrzeni (chwilowo zastawione zabawkami i pudełkami z innymi rzeczami dzieci) i podwórko….tego, że mogę wyjść z dziećmi i bawić się do upadłego z naszymi psami, które są duże i nie muszą się "gnieździć" w bloku, że mam gdzie umyć samochód i nikt mi nie mówi, że za dużo piany na trawę poleciało 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!