Moja głowa przed świętami…

…pełna jest różnych myśli, więc dzisiaj nieco inaczej – zamiast jednego tematu trochę zapisków z mojego przedświątecznego czasu…i ostatnie chwile przed powrotem do pracy 🙂
**************
Hurra! W skrzynce pocztowej wreszcie listy, a nie awiza, jak ostatnio. „Mój” listonosz nie tylko nie miał w zwyczaju dzwonić dwa razy (fakt – domofon ostatnio jest niedziałający), ale nawet do drzwi nie zapukał, więc w efekcie od 2 tygodni regularnie jeździłam do urzędu pocztowego po paczki i listy (euforia zakupów przez internet). Aż do momentu, gdy podpisałam cyrograf na wrzucanie korespondencji poleconej do skrzynki. Co za ulga! Mogłam pomyśleć o tym znacznie wcześniej…
************
U „mojej” fryzjerki pierwszy raz od paru miesięcy pojawiłam się bez młodszego synka. Panie rozczarowane, bo maluch był dla nich słodką odmianą w monotonii dni. Ledwo zamknęłam za sobą drzwi, usłyszałam „No nie, proszę wrócić i pojawić się z synem!” 😉 Miki zawsze czuł się tam dobrze – przez prawie 2 godziny siedział w foteliku, wierzgając nogami i ciesząc się z wszystkiego dokoła – wiszących kryształów, luster, świateł w żyrandolu oraz pochylających się nad nim kobiet. Dziewczyny zawsze doń szczebiotały i zachwycały się jego mało niemowlęcą, a bardziej dziecięcą twarzą, krótkimi jak szczecinka włosami (własnoręcznie strzyżonymi przez Tatę) oraz ciemnymi jak węgielki oczami.A ja rosłam w dumę!
Dzisiaj zabrałam ze sobą książkę – kolejną o macierzyństwie (jak to ujęła moja fryzjerka – „tematyczną”) – tym razem „Czarne mleko” Elif Safak. Kupiłam ją pod wpływem wywiadu, przeczytanego w  „Wysokich Obcasach”. Jest napisana inaczej niż „Zła matka” – w formie pamiętnika z dni, które nie były wypełnione blaskiem macierzyństwa.
Z jednej strony czułam się dziwnie bez dziecka obok mnie, ale z drugiej – z przyjemnością zajęłam się lekturą, wykorzystując czas, który przypadł w udziale tylko mnie.
**************
Dawno nie czytałam w kawiarni. Mimo, że nie miałam tyle czasu, ile spodziewałam się wygospodarować pomiędzy wizytą u fryzjerki a odebraniem syna z przedszkola, 20 minut lektury książki Elif Safak „Czarne Mleko” podziałało na mnie niczym relaks w spa. Z filiżanko-kubkiem kawy latte usadowiłam się przy długim stole, przy którym dwóch mężczyzn omawiało szczegóły jakiejś oferty handlowej („wpisz 800 za choinki, teraz liczymy koszty scenografii”). Pani, siedząca naprzeciwko mnie, przesiadła się do innego stolika (dlaczego często czujemy się skrępowani obecnością obcej osoby obok – nawet, jeśli jest zajęta czytaniem książki?) Ten czas był jak zatrzymany w kadrze przedświątecznej bieganiny, jak wciśnięty nagle przycisk „pauza”. Potem znowu „play” i biegiem dalej – do przedszkola…
**************
Przedszkolaki spotkały się dzisiaj ze św. Mikołajem. W grupie maluchów każdy otrzymał prezent – zabawkę edukacyjną (fajna rzecz – z kołami zębatymi, które obracają się razem w dowolnie zbudowanej strukturze), 2 sztuki słodyczy i…co mnie rozczuliło, bo chyba przypomniało prezenty z dawnych lat – brzoskwinie i ananasy w puszce…Owoce i słodkości zapakowane do reklamówki z Mikołajem – tak ciężkiej, że trzylatek nie byłby w stanie jej sam udźwignąć, więc wyszedł w asyście pani opiekunki. 
W drodze powrotnej do domu usiłowałam dowiedzieć się, jak wypadło spotkanie ze Świętym od Prezentów. Ponieważ obdarowany był zafascynowany czekoladowymi batonikami i jego odpowiedzi ograniczały się do „tak”, zrezygnowałam z dalszego indagowania malca. W myśl zasady „empatycznego słuchania” – nie chciałam wchodzić w rolę Przesłuchującej Matki.
*************
Na koniec dnia skierowano do mnie słowa, które mnie – jako matkę – znacznie osłabiły: „Proszę się skupić, bo jaki to będzie przykład dla dziecka!” I kto to powiedział, no kto? Pani doktor – okulistka – zakraplając mi oczy do badania wzroku (dla niewtajemniczonych – to takie szczypiące krople, po których wszystko wydaje się sztuką, bo stanowi rozmazane plamy). Fakt, że przewracałam gałkami ocznymi jak w fazie snu REM, ale – może w przeciwieństwie do pani doktor – niecodziennie zakraplam sobie oczodoły. Pani zauważyła, że przyjechałam z rodziną i chyba chciała mnie zmotywować do działania, widząc rezolutnego 3-latka, który wdzierał się za mną do gabinetu. Cóż z tego, skoro skutek był odwrotny – takie sztuczki na mnie nie działają…Dobrze, że zemsta pani doktor nie jest długotrwała i mogę dzisiaj dać upust swoim uczuciom na blogu. 🙂
*************
Według materiału z wczorajszych „Faktów” mazowieckie ma 50% szans na białe święta. Po opuszczeniu wieczorem placówki medycznej i odbytym badaniu wzroku chciałam zapytać męża, czy ta biel na chodniku to nie iluzja. Z radością przywitałam prószący z nieba śnieg. Może jeszcze trochę go sypnie przed Wigilią?
*************
Po zgaszeniu świateł widok z okien domu na pokryty białym dywanem ogród i okolice jest przepiękny! Jest coś czarodziejskiego w tej bieli i unoszącej się w powietrzu wilgotnej mgle.
Idę sobie popatrzeć…

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!