Już za parę dni – „baj, baj…”

…wysypianie się do 8 rano (tak, tak – to możliwe, za co niezmiennie dziękuję losowi!)
…wylegiwanie się w łóżku do momentu, kiedy zdecydowanie trzeba już wstać z powodu głodu małego „kaszkojada”…
…niespieszne poranki, rozpoczynane wciąganiem szlafroka i przygotowywaniem dla Młodszego Mi kaszki…
…poranne tańce do żywiołowej muzyki Jamie Cullum’a lub leniwe dźwięki Muzyki Bobasa…
…niespieszny wspólny czas w ciągu dnia, który wcale nie „zalatywał” mi rutyną…
…południowe słoneczne spacery po wsi (w trakcie których często przychodziły mi do głowy pomysły na wpisy na blogu)…
…unikanie – na ile się da – hałasu i pośpiechu dużego miasta…(to prawda, ono mnie męczy i z przyjemnością zeń uciekam)…
…w miarę swobodne planowanie dodatkowych, niezbędnych kobiecie, przyjemności estetyczno-kosmetycznych…
…pracowanie przy komputerze do północy…
Dzisiaj dopadł mnie takie nastrój. W sumie jednak pomyślałam o tym inaczej – jak fajnie było przez prawie 8 miesięcy cieszyć się czasem matki w pięknych okolicznościach przyrody – poprzez zielone lato, słoneczną jesień, aż do białej zimy…To właśnie w tym czasie założyłam swój własny blog.
Moje życzenie na nowy rok to jak najwięcej momentów, które dają poczucie dobrze wykorzystanego czasu na życie…

Facebook Comments

6 komentarzy

  • W takim razie jak najwięcej miłych zabaw z Małym Bobasem 🙂
    Swojego bloga zakładałam w lutym, z chęci podzielenia się swoimi przemyśleniami, a czasem po prostu z chęci kontaktu z innymi ludźmi niż rodzina i klienci 🙂
    pozdrowienia!
    iw

  • Iw – dzięki! Blog jest mi niezbędny do życia – to nowa pasja, którą odkryłam w tym roku. Myślę, że w dużej mierze popchnęło mnie do tego macierzyństwo – to jest jego nowy, ciekawy wymiar. 🙂

  • Zezulla – tego leżakowania będzie mi szkoda, bo od 2 stycznia będę się zrywać o 6 rano…brr…jak w piosence Hey "baczność! już pora! upiornie zimny ranek (…)"
    Mój Młodszy Mi przesypia noce od jakiegoś 1,5 miesiąca – nie powiem, żeby mi to nie odpowiadało, szczególnie przed powrotem do pracy…

  • ja musiałam wrócić do pracy, kiedy mój synek miał 2,5 miesiąca, a potem, kiedy miał 11 i skończyła mi się umowa, usłyszałam "dziękuję za Pani poświęcenie i szybki powrót do pracy, ale rozumie Pani, ma Pani pecha, że pierwszej się Pani kończy umowa, a mamy za dużo pracowników…." Fajnie, że mogłaś pobyć z Maluchem dużo dłużej 🙂

  • Sylwia, w świetle tego, co piszesz, jak najbardziej to doceniam. Sytuacja, o której piszesz, to chyba najgorszy możliwy scenariusz, bo spędziłaś z dzieckiem mało czasu, a w pracy ktoś tego nie docenił…

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!