„Rusz głową”, czyli kreatywne myślenie dzieci.

2 lata temu usłyszałam od pewnej trenerki – pani coach (przecież nie napiszę „coacherki” 🙂 parę rad, dotyczących mojego rozwoju zawodowego pod kątem kreatywności i pracowania nad wizjami projektów. Najbardziej zdziwiło mnie jej zalecenie, które brzmiało mniej więcej tak: „obserwuj swoje dziecko – zobaczysz, w jaki sposób patrzy na świat, jakimi słowami się posługuje. Czerp z jego kreatywności i dziecięcego spojrzenia na świat, nieskażonego myśleniem i ograniczeniami dorosłych.” Bardzo spodobała mi się ta wskazówka. Gdy tylko o tym pamiętam (!), staram się z zaciekawieniem patrzeć na reakcje i spostrzeżenia dziecka oraz wsłuchiwać się w jego wypowiedzi, choć pewnie w dużej ilości przypadków najciekawsze rzeczy przechodzą mi koło nosa.
W książce Erny Furman „Jak wspomagać dziecko w rozwoju”, którą przeczytałam około roku po urodzinach Starszego Mi, znalazłam rozdział, pokazujący sposób myślenia dziecka. Wynikało z niego, że maluchy odbierają nasze słowa literalnie, zgodnie z ich prawdziwym znaczeniem. Nie są w stanie przenieść się na pewien poziom abstrakcji. Za ilustrację posłużył przykład 3-5 letniej dziewczynki, która dosłownie odebrała słowa o „rozsypaniu się samochodu” – dla dorosłego znaczyło to małą awarię auta, dziecko martwiło się, że samochód nagle zniknął i już nigdy go nie będzie.
Ja też miałam okazję przekonać się, jak myśli mój trzylatek.
Pewnego dnia ucięłam sobie krótką rozmowę z wychowawczynią w grupie przedszkolnej Starszego Mi, w której mój syn jest jednym z najmłodszych dzieci (urodził się pod koniec listopada) – różnice wieku między nim a niektórymi dziećmi sięgają nawet roku!
Pani A. stwierdziła, że moja pociecha czasami się obraża, gdy słyszy wydawane mu polecenia. Zrelacjonowała mi następującą sytuację: dzieci mają wykonać ćwiczenie, które pani wychowawczyni nazywa „Rusz głową”. Starszy Mi odbiera ten komunikat dosłownie, więc zaczyna kręcić główką na boki. W tym momencie otrzymuje od pań opiekunek informację, że nie o to im chodzi (zakładam, że jest to neutralna  informacja, a nie na przykład skarcenie dziecka czy też jego wyśmianie). Jaka jest reakcja Mi? Zraża się i obraża – podobno tylko na moment. „Rusz głową” oznacza bowiem zgoła zupełnie inne, angażujące dziecięcy intelekt ćwiczenie.
Drugi przykład, który zaobserwowałam sama, był efektem prowadzonych przez nas „rozmów samochodowych”, w drodze z przedszkola do domu. Gdy przejeżdżaliśmy przez Sadybę, zawsze opowiadałam Starszemu Mi, że jedziemy przez duże miasto, które nazywa się Warszawa. Któregoś dnia zapytał mnie „Mamo, tu jest Warszawa?”, a gdy odpowiedziałam twierdząco, zwrócił mi uwagę, że „Tu nie jest Warszawa, tu są bloki.”. Z drugiej strony zauważyłam, że zupełnie inaczej rozumie pojęcie przestrzeni, w której znajdują się różne obiekty (a już chciałam napisać, że nie rozumie pojęcia przestrzeni – rozumie, ale po swojemu!). Dlatego dla niego miejscowości, w których mieszkają jego dziadkowie zawężają się li i wyłącznie do ich domu, do jednego budynku. W jego języku przykładowe „ja chcę do X (tu nazwa miejscowości)” oznacza „chcę jechać / wejść do domu dziadków”.
Co do kreatywności myślenia – bardzo spodobało mi się pewne zdanie, wypowiedziane przez moje mówiące dziecko (drugie dziecko jest na razie „szczebioczące” lub „świszczące” – w zależności od nastroju i stanu nosa / gardła). W drodze do Warszawy, widząc zieloną tabliczkę z nazwą miasta, zapytał mnie „Mamo, tu Warszawa jest otwarta?” Niezły slogan do artystycznych lub społecznych akcji: „Warszawa otwarta” (a co, zły? przecież jest już Warszawa od-nowa w Wyborczej). Gdyby ktoś z was chciał użyć tego hasła, tantiemy proszę przekazywać na konto Starszego Mi (za moim pośrednictwem :-).

Facebook Comments

6 komentarzy

  • Rzeczywiście moglibyśmy wiele uczyć się od dzieci:)))
    A swoja drogą to my tak jak dzieci uczymy się phrasal verbs w języku angielskim. Np. look out! Też ma różne znaczenia.

    • Właśnie, tej cierpliwości nam nie starcza w pierwszym etapie życia dzieci, a potem to już chyba naszym dzieciom nie starcza cierpliwości do nas 🙂 W jakimś punkcie te krzywe zainteresowań muszą się jednak przeciąć – być może wtedy, gdy nasze dzieci mają już swoje własne dzieci. 🙂

  • Ostatnio zauważyłam też, że moja córka, nauczona doświadczeniem, że czasem inaczej coś rozumie, zaczyna sobie wszystko tłumaczyć opisowo i pyta mnie czy ma rację…
    często jej rozumienie zaczyna pokrywać się z tym, o co nam chodzi. Jednak nadal są przypadki, że córka rozumuje zupełnie inaczej i używa w tym "swojej logiki" 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!