Plany na weekend.

Plany na weekend były bardzo pozytywne – Starszy Mi od czwartku u dziadków, więc odpoczniemy trochę. Mimo, że „na głowie” został nam Młodszy Mi, ale z racji tego, że chodzi wcześnie spać, to wieczorne życie można zacząć o 19:00.

Tak było w piątek. Wreszcie mogłam nadrobić zaległości w czytaniu blogów i pisaniu u siebie – tym bardziej, że „wysmarowanie” poprzedniego posta trwało dłużej niż zwykle 🙂

Niestety, plany zostały przekreślone przez podstępny i zdradliwy wirus, połączony z grypą. Ofiarą tej mieszanki padł mój mąż. Zamiast spędzić spokojną sobotę, musiałam ostro zakasać rękawy i zabrać się do „oporządzania” domostwa w pojedynkę (zawsze dzielimy się obowiązkami).
W sobotę rano popadłam w przygnębienie, że plany kinowe się nie ziszczą, zamiast tego czekają mnie zakupy na bazarku, gotowanie obiadu na weekend, pranie, zajmowanie się Młodszym Mi, a w niedzielę – wycieczka po Starszego Mi do rodziców.

Świeże powietrze oraz „bazarkowe teksty” („panie, jeśli prezerwatywa jeszcze nie spada, to jest dobrze” – mówi „na oko” 60-letni pan do pana) wprowadziły mnie w bardziej pozytywny nastrój. Objuczona przeróżnymi dobrociami wróciłam do domu i zabrałam się do wykonywania wszelakich zaplanowanych czynności. Nie było tak źle, wieczorem miałam jeszcze siły, aby wykąpać Młodszego Mi (ochlapał pół łazienki z radości) oraz poczytać prasę, zerkając jednym okiem na pewien „talent show” (niesamowita wokalistka zaśpiewała  „Respect” Arethy Franklin), po raz kolejny konstatując, że to niesamowite, jak muzyka potrafi budzić emocje.

Za to dzisiaj z radością powitałam Starszego Mi u dziadków. Wydawał się dobrze nastawiony do pomysłu powrotu do domu, ale jednak w momencie wyjazdu był potwornie nieszczęśliwy. Na szczęście, zasnął w samochodzie, jednak dopiero czekało nas „starcie” z emocjami naszego (już niedługo) 3,5- latka.
Po przekroczeniu progu w domu rozegrała się istna tragedia antyczna w wykonaniu jednego aktora (histeryczny płacz), która przeszła w śmiertelną obrazę, połączoną z nieodzywaniem się i ostentacyjnym  odwracaniem od niedobrych rodziców (plus rzucanie morderczych spojrzeń w naszym kierunku). Dopiero perspektywa obejrzenia ulubionej bajki rozchmurzyła oblicze dziecka, zaś po seansie bajki  buzia była już całkowicie roześmiana, a Starszy Mi przybiegł do mnie w podskokach. Dzieci tak szybko przechodzą od jednych emocji do drugich!

Starszy Mi zdobył nowe umiejętności, którymi chwalił się w domu podczas jedzenia kolacji – dodawanie do 10, na paluszkach („5 dodać 5 to jest 10”). Czuję edukacyjny wkład mojej mamy – nauczycielki, muszę jej podziękować. 🙂
Przede mną tydzień inny niż zwykle – z mężem na zwolnieniu. 🙂

Facebook Comments

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!