Kobieta, rak piersi i polska wieś…

Naprawdę, trudno mi uwierzyć, że w dzisiejszych czasach można nie wiedzieć takich podstawowych – wydawałoby się – rzeczy.
2 lub 3 miesiące temu przeczytałam w „Dużym Formacie” reportaż. Bardzo żałuję, że nie mogę go znaleźć w internetowym archiwum, bo był naprawdę świetny.
Temat nie był wesoły, ale uśmiałam się, czytając wypowiedzi głównej bohaterki – kobiety, chorej na raka piersi. Jej samej zapewne nie było do śmiechu. Mieszkając w niewielkiej wsi, nie przyznając się otwarcie otoczeniu do choroby, doświadczała przedziwnych sytuacji ze strony mieszkańców. Jej sąsiedzi – bazując jedynie na podejrzeniach, pchani przez własną nieokiełznaną ciekawość – w mniej lub bardziej obcesowy sposób próbowali dowiedzieć się prawdy. Ludzie odwiedzali ją pod różnymi pretekstami tylko po to, aby zobaczyć, w jakim jest stanie. Próbowali także wybadać sytuację poprzez córkę chorej. Żaden z nich jednak nie podjął tematu otwarcie. Nikt nie zapytał o raka wprost, a tej kobiecie od czasu do czasu naprawdę przydałoby się wsparcie psychiczne.
Wygląda na to, że bohaterka reportażu – dzięki poprawie swojego stanu – ma teraz duży dystans do tego, co przeżyła. Reportaż był napisany w konwencji swobodnej rozmowy, wręcz plotkowania przy herbacie z przyjaciółką. 
Podziwiam tę kobietę za to, że w wielu sytuacjach potrafiła zareagować błyskotliwie, stosując specyficzne poczucie humoru. Zapamiętałam sobie relację z pewnej pielgrzymki, podczas której – parę minut po zajęciu miejsca w autokarze, ze strony zupełnie obcej współpasażerki usłyszała „A wie pani, tamta, co wsiada, to nie ma piersi.” Jaka była „cięta riposta” naszej bohaterki? Coś w stylu (nie przytoczę dokładnie wypowiedzi) „Wie pani, nie widzę. Gdyby nie miała głowy, to pewnie bym zauważyła.” Dla mnie odpowiedź-klasa, zwłaszcza w sytuacji, gdy człowiek sam zmaga się z tą niewesołą chorobą.
Najbardziej jednak rozśmieszył mnie i jednocześnie przybił fragment, pokazujący rzekomą znajomość tematu ze strony pewnego wypowiadającego się mieszkańca owej wsi. Osobnik ten chyba uważał się za światłego obywatela, wyróżniającego się na tle innych „wiejskich głupków”. Jego wypowiedzi znowu nie przytoczę (a szkoda, bo warto), ale tok rozumowania był mniej-więcej taki: ludzie na wsi są ciemni, bo nie wiedzą, że rakiem można się zarazić tylko przez kontakt z krwią.
Jakby to powiedzieć – „ręce i piersi (jeszcze zdrowe, odpukać) opadają”…
Gdy człowiek codziennie używa internetu, w którym jest prawie wszystko lub jeszcze więcej, to myśli, że nie jest możliwe powielanie takich „medycznych mitów”. A jednak…

Facebook Comments

8 komentarzy

  • jakiś czas temu dawno bardzo pracowałam w firmie gdzie okazało się, że jedna z osób zaraziła się bardzo groźną chorobą/ śmiertleną; była jednak póki co tylko nosicielem wirusa jednak bardzo niebezpiecznego… i mimo świadomości ludzi pracujących, mimo ich wykształcenia i szkoleń medycznych przeprowadzonych w firmie budziła u wielu osób strach a klika osób odeszło z firmy tłumacząc "mamy dzieci, to niebezpieczne". To była najsmutniejsza i najgorsza reakcja ludzi jaką widziałam. A mnie szlag trafiał na ich głupotę i moją bezsilność ze nie mogę nic zmienić. Szczęście, że to osoba miała do siebie olbrzymi dystans i poczucie humoru w tej sytuacji…. niesmak to tych ludzi pozostał do dziś; nie trzeba wsi żeby spotkać ciemnotę – niestety 🙁

    • Domyślam się, że takie podejście "obronne" można spotkać i wśród ludzi wykształconych, którzy mają styczność z informacjami na ten temat. Trochę to przypomina mi sytuację, gdy ktoś mówi "ja nie mam nic przeciwko (tu pada określenie jakiejś dyskryminowanej grupy społecznej), ale nie chciałbym aby np. byli moimi sąsiadami…" Ot, taka hipokryzja…

    • W pełni się zgadzam – bardziej chodziło mi o pokazanie pewnej postawy "zadufania" i chęci odróżnienia się od reszty, gdy nie ma się ku temu podstaw (w tym przypadku rzetelnej wiedzy na temat choroby).

  • Przepraszam, nie mogę się powstrzymać (czytam z domownikami tekst i normalnie zaśmiewamy się z ludzkiej głupoty, choć temat nie do śmiechu), ale może wiejski inteligent myślał o Aids.
    W szkole obok matmy i polaka i innych przedmiotów powinien być również "zarys schorzeń klinicznych".
    Pozdrawiam

    • Ola – ja też zaśmiewałam się z mężem, czytając niektóre teksty autorki. Brzmiały, jakby pochodziły z jakiegoś programu satyrycznego. Naprawdę szkoda, że nie mogę podlinkować do tego artykułu…

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!