„Woli i Tysio” już nie „na pokładzie”.

Mimo, że od paru dni nie włączałam telewizora i spędzam większość dnia na zewnątrz, dzisiaj będzie o programie telewizyjnym, o którym w tytule wpisu. 
To już „odgrzewany kotlet”, ale muszę o tym napisać.
Jak wiadomo…
 

Być może z tych samych pobudek, co powyżej, ja muszę o tym napisać, a obydwaj jurorzy „Top Model” musieli pokazać się telewidzom w takiej odsłonie. 🙂
Program po 4 odcinkach, czyli miesiącu emisji, został zdjęty z ramówki.
Przyznam szczerze, że mnie to nie dziwi. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam w internecie informację o „Woli i Tysio na pokładzie”, prawie spadłam z obrotowego krzesła. Dobrze, że podkładka pod nadgarstki przy klawiaturze nie pozwoliła mi się ześlizgnąć po blacie.
Po pierwsze – dziwaczne pseudonimy głównych bohaterów. Dla mnie infantylne, a nie „cool”, ale to moja kobieca opinia (podkreślam: z grupy demograficznej 30+).
Po drugie – nadal zastanawiam się, do kogo adresowany był ten program i jakie było jego przesłanie? Czy program był kierowany do młodzieży, aspirującej do bycia celebrytami? No bo chyba nie pracujący trzydziesto- czy czterdziestolatkowie? Trudno mi sobie wyobrazić, aby ludzie, którzy na co dzień mają niewiele czasu, chcieli poświęcać swój czas na oglądanie dwójki celebrytów podejmujących się zadań, do których nie są stworzeni.
Co ten program miał widzom przekazać? Chodziło o rozrywkę, „coś do śmichu”, „coś na odstresowanie”? Jaki wizerunek zbudowali sobie obaj bohaterowie „na pokładzie”? Czy było im to potrzebne do jeszcze większej popularności?
Dużo pytań, a odpowiedzi trudno mi znaleźć. Wiatr hula po mózgownicy 🙂
W całym szumie medialnym uderzyło mnie też, że niektóre gwiazdy stacji publicznie krytykują program. Kurczę, w firmie komercyjnej taki numer by nie przeszedł. Oczywiście, nie chodzi mi o plotkowanie „po kątach”, tylko wypowiadanie się w mediach przez – bądź co bądź – osoby, związane kontraktem z pracodawcą. Zwykle takie kwestie reguluje polityka informacyjna firmy – wymagane jest ustalanie wspólnego stanowiska w sprawie, które jest przekazywane publice przez ograniczone grono osób. Publiczna krytyka firmy jest działaniem przeciwko pracodawcy – na „mój rozum” tak to wygląda. Być może media rządzą się innymi regułami niż komercyjne firmy usługowe…
Ciekawa jestem, czy większość w was także „miała nosa”, co do losów programu – przynajmniej na razie 🙂
Może powinnam podsumować wpis innymi słowami. Podczas pierwszych zajęć z promocji produktu na studiach prowadząca zapytała nas – dość liczną grupę studentów – o opinie na temat pewnej reklamy. Po ich wysłuchaniu wypowiedziała komentarz, którego nigdy nie zapomnę „to nie jest kwestia waszego gustu – wy po prostu nie jesteście w targecie tej reklamy”. 🙂
Liczę na to, że wy jesteście „w targecie” mojego bloga. 🙂

Facebook Comments

4 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!