Kreatywność trzylatka i teksty dzieci.

Znowu kombinuję z blogiem – poprzednio zaczęłam bawić się szablonami typu „widoki dynamiczne” i w końcu stanęło na tym, że „wykombinowałam” sobie szablon statyczny, ale w innych kolorach. Dzisiaj powróciłam do kolorystyki niebieskiej i poprzedniej wersji szablonu, która bardziej mi odpowiada. Nawet ten niebieski jest milszy dla mojego oka, chociaż w garderobie nie mam zbyt wielu ubrań w tej tonacji kolorystycznej.
Myślałam, że zostanę przy wiosennej zieleni, ale jednak…w sumie mam bardzo zielono za oknem, to w komputerze nie musi mi się zielenić. 🙂
Dzisiaj parę tekstów trzylatka (dla mnie ciągle trzylatek, choć ma już 3,5 roku) – ciągle nie mam nawyku ich notowania w swoim „kajeciku”, może chociaż tutaj część z nich się „ostanie”.
***
Dzisiaj, gdy odbierałam Starszego Mi z przedszkola, wychowawczyni przekazała mi z rozbawieniem treść dzisiejszej rozmowy z moim synem, która brzmiała tak:
Pani A. „Masz już dłuższe włosy” (uwaga była dość „zaczepna”, bo zwykle jest ostrzyżony bardzo krótko, a jego włosy wcale nie są długie, lecz w stosunku do „standardu” rzeczywiście można tak je określić)
Starszy Mi. „One są skomplikowane.”
Gdy zagadnęłam go o tę rozmowę, powiedział „Nie, Lena ma skomplikowane włosy„. 
???
***
Wczoraj byli u nas przyjaciele z dwójką dzieci. Starszy Mi bawił się z nimi, lecz w porze swojej zwyczajowej drzemki ogłosił wszem i wobec, że jest zmęczony i idzie spać. Wchodząc na schody, krzyknął do swojej prawie rówieśniczki „Idziesz ze mną spać czy nie?” 🙂
Dałam dzieciom do zabawy ciastolinę. Starszy Mi – jako „pan kierownik” w swoim pokoju, na dodatek  obeznany w kwestii zabawy z ciastoliną, entuzjastycznie i w dobrej wierze zaproponował „To ja wam pomogę!„, na co starszy brat rówieśniczki (8-latek) „zgasił” go jednym, dosadnym pytaniem: „Po co? Naszego Misia chyba zamurowało, bo nie dosłyszałam żadnej rezolutnej odpowiedzi…
***
Dzisiaj po raz pierwszy Starszy Mi zaczął jeździć sam na rowerku (4-kołowym). Opanował już w miarę trudną sztukę pedałowania do przodu (wcześniej łatwiej było mu kręcić nogami do tyłu) i był z siebie bardzo dumny. Gdy zobaczył mnie z aparatem telefonicznym, wycelowanym w jego kierunku, rzucił w moją stronę: „Mamo, zrób mi zdjęcie!” Dumny i blady jeździł w asyście taty w tę i z powrotem po naszym ogródkowym chodniczku. Później został sam i – co było do przewidzenia – wylądował na tymże chodniczku. Przyszedł do mnie i oznajmił, że się przewrócił. Chciałam być taka „hop do przodu” i powiedziałam mu: „Nie martw się, to normalne. Każdy musi się przewrócić, żeby nauczyć się jeździć. Ja też się przewracałam, gdy byłam mała.” Moje dziecko skwitowało to jednym zdaniem „Ale ja nie chcę się przewracać. Ja chcę umieć jeździć. Ha – grunt to wiedzieć od początku, czego się chce.
***
Niech dziecko kombinuje po swojemu. Ja mam nadzieję, że minie mi ból stopy, którego nabawiłam się wczoraj i nie bardzo wiem, kiedy. Dzisiaj poruszam się nieco „kulawo” – szczególnie po powrocie do domu. Podejrzewam, że może być to skutek albo wczorajszego biegania po trawie za piłką albo zbyt intensywnego pedałowania na rowerze (ale cóż, miałam tylko pół godziny na przejechanie dystansu i powrót do domu przed wieczornym „rytuałem” – oczywiście, dziecięcym…).

Facebook Comments

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!