Basia – bohaterka mojego syna.

Ten wpis miałam w głowie już dawno temu, ale ciągle go odkładałam. Chciałam napisać o „fenomenie Basi”, bo w pewnym momencie urosła ona do kategorii bohaterki w naszym domu.
Seria książeczek o Basi autorstwa Zofii Staneckiej, ilustrowana przez Mariannę Oklejak, zawładnęła wolnym czasem Starszego Mi. Wieczorem nie mógł się obejść bez czytania jednej-dwóch książeczek o przygodach rezolutnej pięciolatki. Doszło do tego, że nosił książeczki do przedszkola. Wzbudził tym zainteresowanie pani wychowawczyni, której także spodobała się ta inteligentna, przystająca do rzeczywistości literatura dla dzieci.
Śmieję się, że już od najmłodszych lat Starszy Mi niesie kaganek oświaty w kwestii lektur, ponieważ właśnie pani Asia (wychowawczyni grupy) wskazała serię o Basi jako niezbędny zakup przy kolejnej porcji zamówień, realizowanych przez przedszkole. Z tego powodu dyrektorka placówki (opiekuje się grupą I, bo której chodzi mój syn), zwróciła się do mnie takimi słowami: „No i musiałam przez Panią kupić książeczki o Basi! Pani Asia na mnie wymogła!” – oczywiście, było to powiedziane w żartobliwym tonie i z przymrużeniem oka.
Dla mnie Basia jest także bohaterką – pozytywnym przykładem tego, że można stworzyć postać i świat, które mają tak wiele wspólnego z rzeczywistością przedszkolaka i jego rodziny.
Czytając książkę, zawsze odpoczywam, patrząc na przyjemne dla oka ilustracje. Dzięki nim treść, czytana po raz któryś z rzędu, wcale mi się nie nudzi. Podobno dzieci w przedszkolu w tej kwestii mają inne zdanie – koledzy i koleżanki syna stwierdzili, że „Basia jest brzydka”, ale szczerze mówiąc – nie dziwię im się. Patrząc na infantylne, różowo-cukierkowe ilustracje masowo przedrukowywanej literatury popularnej stwierdzam, że dzieci są nieprzyzwyczajone do innego standardu. 

Na szczęście coraz częściej powstają nowe, wartościowe książki dla dzieci z niebanalnymi ilustracjami. Zawsze miło pokrzepić się przykładami z  „Polska ilustracja dla dzieci”, gdzie pojawiają się zapowiedzi nowych, pięknie ilustrowanych wydawnictw. Dobrze, że jest przeciwwaga dla „masówki”, którą można spotkać na półkach sieciowych księgarni. No bo ile można czytać Tuwima, Brzechwę?
Kibicuję młodym polskim ilustratorom, o których można go przeczytać na portalu – „W młodej kresce wszystko gra. Napawa mnie to optymizmem na przyszłość i nadzieją, że czytanie książek będzie jednym z ulubionych wspólnych zajęć z dziećmi – przynajmniej do czasu 🙂
P.S. Na Dzień Dziecka chciałam sprezentować Starszemu Mi nową serię o Basi i Franku, ale na półce w Empiku jej nie znalazłam. Musiałam pocieszyć się „Basią i opiekunką” – dzisiaj miało miejsce pierwsze czytanie. 🙂 Ale za to uświadomiłam inną mamę w sklepie, że Basia jest po prostu fajna i warto kupić tę książkę sześciolatkowi. 🙂
Ilustracje pochodzą z blogu http://mariannaoklejak.blogspot.com/

Facebook Comments

5 komentarzy

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!