WaMP, czyli Wkurzona Matka Polka.

Niedawno wpadł mi w ręce artykuł „Matka Polka jest wkurzona”  – piszę „w ręce”, bo rzeczywiście przeczytałam go w papierowym wydaniu Gazety Wyborczej. Jak nietrudno zgadnąć, przeczytałam go z zaciekawieniem, ponieważ prezentuje wnioski z raportu „Ciemna strona macierzyństwa”.
Cieszę się, że coraz więcej mówi się nie tylko o blaskach, ale i o cieniach macierzyństwa i że wagę macierzyństwa widzą także firmy komercyjne (badanie było wykonane na zlecenie firmy AXA). Jednak  niektóre tezy, wysnute na bazie tego raportu, budzą we mnie mieszane uczucia.
Przyszły mi przyszły mi do głowy przemyślenia na temat dwóch kwestii, którymi chciałabym się z wami podzielić na blogu.
Pierwsza to zacytowana wypowiedź uczestniczki badania: „Cichopek czy Koroniewska sprawiają wrażenie takich kobiet, którym by się nawet rybki akwariowej nie powierzyło”. 
Typowy przykład matki oceniającej inną matkę (w pas kłania się „Zła Matka” A. Waldman).
Zastanawiam się, na jakiej podstawie osoba, wypowiadająca te słowa, opiera swój osąd (mimo, że użyte jest sformułowanie, że ktoś jedynie „sprawia wrażenie”, to zdanie jest określoną oceną).
Rozumiem, że może ją irytować występowanie powyższych osób w mediach w roli ekspertek od macierzyństwa, ale powyższe stwierdzenie jest wątpliwym uzasadnieniem tego poczucia. Poza tym większość ról pt. ekspert w mediach wydaje mi się rolą umowną – ja takie osoby traktuję jako jeszcze jeden głos w dyskusji na dany temat – ale głos wyłącznie osobisty. Finalnie to przecież ja decyduję, czy ktoś jest dla mnie ekspertem, czy nie.
Nie bardzo też rozumiem, dlaczego matki irytują pewne tematy, pojawiające się w mediach. Na przykład okazuje, że ekologiczne macierzyństwo powinno „(…) pozostać w sferze indywidualnych, a nawet intymnych wyborów, a nie podlegać modzie.”
Pisząc kolokwialnie „na mój rozumwłaśnie tak jest – jeśli oglądam jakiś program w telewizji lub czytam o czymś w gazecie, to nadal do mnie należy decyzja, co z tym zrobię. To mój indywidualny wybór, czy chcę płynąć z prądem i wejść w tzw. mainstream czy wzruszam ramionami i mówię „to nie dla mnie, nie jest to zgodne z moimi przekonaniami.” 
Czy nie jest tak, że te kwestie wkurzają nas nie dlatego, że stoją w sprzeczności z naszymi wewnętrznymi wartościami, tylko po prostu dlatego, że gdzieś w głębi duszy po prostu chciałybyśmy pewne rzeczy mieć albo być właśnie takie, jak mamy, prezentowane w mediach? 
Mnie też często wkurza określony wizerunek czy zachowania kobiet w mediach lub kobiet, z którymi mam do czynienia osobiście (na co dzień lub „od święta”). Zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę mnie dotyka w ich zachowaniach. Doszłam do wniosku, że w pewnych sytuacjach po prostu zazdroszczę im, że zachowują się tak, jak ja bym nie potrafiła (ze względu na moje własne mentalne i wewnętrzne ograniczenia).

Zastanawiam się, jak to jest z tym naszym wkurzaniem się. Czy trochę na własne życzenie nie „nakręcamy się” czymś (wizerunkiem w mediach, modą), co tak naprawdę można byłoby potraktować jako zjawisko lub informację o nowych tendencjach, a nie narzucanie nam stylu życia? Może po prostu trzeba nam nieco więcej dystansu do samych siebie – także w roli matki?

Ciekawa jestem, jak wygląda sytuacja w innych krajach – co wkurza matki np. u naszych najbliższych sąsiadów. Nie zadałam sobie trudu szukania podobnych informacji na temat innych narodowości, ale może firma, zlecająca badanie, wykonywała je także na innych rynkach europejskich?

Facebook Comments

7 komentarzy

  • Mnie też czasem wkurza wizerunek matek kreowany w mediach. obserwuję od jakiegoś czasu dwa trendy. Jeden to matka idealna, wszystko mająca radząca sobie ze wszystkim i stawiająca macierzyństwo na piedestale. Taka co nigdy nie ma złych dni i zawsze jest zadbana i dopieszczona podobnie jak jej dzieci.

    Drugi wizerunek jest wręcz skrajny. To te buntujące się przeciw pierwszemu wizerunkowi czyli matki złe, zbuntowane, wkurzone. One ciągle marudzą i opowiadają jakie to macierzyństwo jest ciężkie i ile kosztuje wyrzeczeń. One skupiają się tylko na sobie i wyznają zasadę, że przede wszystkim powinny myśleć o sobie.

    Brakuje mi w mediach środka ( niekoniecznie złotego) ale przecież są matki które są ciut mniej wkurzone i ciut mniej idealne od prezentowanych wizerunków.

    Pozdrawiam serdecznie

    • Być może te dwie na pozór przeciwstawne grupy matek tak naprawdę działają według jednego schematu – i dla jednych, i dla drugich macierzyństwo jest centrum życia. Różnią się tylko podejściem do niego. Ja w życiu staram się działać w sposób wyważony, dlatego też szukam jakiejś równowagi w tym, co robię. Staram się nie czynić z macierzyństwa ani sztandaru ani symbolu męczennictwa, bo też denerwuje mnie biadolenie pt. "dzieci zabrały mi moją wolność, drenują moją kieszeń, wymagają dużo zaangażowania w ich sprawy" itp. Z drugiej strony widać też przykłady osób zrównoważonych, ale może niekoniecznie są one aż tak widoczne w mediach niż te skajności, o których piszesz.

  • Myślę, że w każdej sferze, szczególnie w mediach kreacja jest robiona na użytek – czego? pewnie zależy od czynników. kreuje się ludzi, gada o nich, nie ważne, czy źle czy dobrze. Byle dużo, i czasem nie na temat. Odpowiedzialność, świadomość i bycie sobą, to zalety, niestety coraz mniej kobiet na to stać, w sensie, to błyszczenie im w końcu szkodzi, nie tylko na cerę. Moje dzieci są już duże, ale nigdy nie czułam się ich więźniem, ani odwrotnie. Dlatego nie oglądam TV i dobrze mi z tym

  • Tak, przecież media nie kreują tego same dla siebie (dla idei), tylko dla odbiorców. Zawsze zastanawiam się, czy to gusta odbiorców są zaczynkiem kreacji czy media kreują pewne gusta odbiorców. Osobiście skłaniam się do tej drugiej tezy. 🙂

  • Aleksandro – strasznie przepraszam, ale niechcący, w interfejsie bloggera nacisnęłam przycisk "usuń zawartość" 🙁 Nie było to działanie zamierzone, tylko efekt nadmiernego szybkiego machania myszą komputerową…:-( Nawet nie zdążyłam się zapoznać z treścią wpisu, więc nie mogę go skomentować. 🙁

  • Aleksandra- znalazłam Twój komentarz w mailu, więc pozwalam sobie go zamieścić jako cytat.
    "Wiesz…ja w ogóle mam ostatnio problem z telewizją (chyba za dużo TVN-u) 🙂
    Odnoszę wrażenie, że od kiedy społeczeństwo polskie podniosło się socjalnie (nie umiem tu określić daty, jest to moja subiektywna oś czasu), telewizja promuje WOW-owe tematy (jest super, cieszmy się), nawet jeśli temat który jest omawiany jest "problemem" społecznym i zawiera w sobie plusy i minusy to nadal minusy są omawiane w sposób nieprawidłowy (byle szybko i z uśmiechem, bo przecież jesteśmy taaaaacy szczęśliwi i żyjemy pozytywnie)
    jasne, życie na pozytywie jest słuszne, bo ubolewanie i użalanie do niczego dobrego nie prowadzi, ale brak mi w medialnym pokazywaniu matek, ojców, rodzin – wyważenia.

    • No to teraz jeszcze odpowiem na ten Twój nieszczęsny wykasowany wpis. 🙂 Mam wrażenie, że w telewizji rzeczywiście nie ma takiego wyważenia. Mamy do czynienia z sytuacją "program śniadaniowy", gdzie jest wesoło i kolorowo albo z "programem interwencyjnym" (typu Uwaga czy Sprawa dla reportera), którego wydźwięk jest jednoznacznie tragiczny. Moje całkowicie subiektywne i niepoparte dowodami odczucie jest takie, że więcej takich "wyważonych" materiałów da się znaleźć w "mądrej prasie" (za jaką uważam np. Wysokie Obcasy czy Duży Format, raczej nie pisma kolorowe) albo w internecie. Przykładem takiego podejścia jest inicjatywa "Macierzyństwo bez Lukru", do której linkuję na moim blogu.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!