Wakacje z dzieckiem czy bez?

Od paru dni z przerwami (stan ten trwa od niedzielnego popołudnia) biję się z myślami odnośnie wakacyjnego pobytu Starszego Mi poza domem.
Od 1,5 tygodnia jest u Dziadków. Niby wreszcie można trochę odpocząć, bo jednak taki prawie 4-latek jest dość wymagający, jeśli chodzi o organizację czasu i zabaw, ale
[Właśnie, znowu „ale”. Mam wrażenie, że całe macierzyństwo jest usłane takimi „alejkami” wątpliwości.]

…ale z drugiej strony jednak trochę pusto bez niego. Zawsze zdawało mi się, że z jednym dzieckiem będzie mi znacznie łatwiej, ale…im są starsi, tym więcej bawią się ze sobą. Już teraz widzę, że czas zupełnie inaczej płynie, gdy jestem z nimi obojgiem. Jest to swego rodzaju paradoks – teoretycznie jest mniej hałasu i sytuacji konfliktowych, jednak jednemu dziecku poświęca się więcej uwagi. Wiem, że nie jest to tylko moje spostrzeżenie – ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która ma nieco starsze dzieci i doszła do tego samego wniosku.

Wracając do myśli, z którymi się zmagam – dylemat nie polega na tym, że nie mamy co zrobić ze starszym synem. Wręcz przeciwnie – moje dziecko będzie przez znaczną część czasu poza domem. Dzięki temu, że może wyjechać do jednych i drugich Dziadków, za co jestem im niezmiernie wdzięczna.
Teoretycznie między tymi wyjazdami i naszymi krótkim wspólnym wyjazdem Starszy Mi jest także zapisany na 2-tygodniowy dyżur w „swoim” przedszkolu, ale…

Wyobrażam sobie, że przedszkole będzie w tym czasie pełnić rolę raczej „przechowalni” – nic nie ujmując personelowi i samej placówce – po prostu nie będzie to dla dzieci tak zaplanowany czas, jak podczas roku przedszkolnego.
Ważąc na szali dwie możliwości: 7-godzinny pobyt w przedszkolu i wakacje
u dziadków, jestem skłonna poświęcić swoje gorsze
samopoczucie (pustka, tęsknota) w imię radości dziecka z wakacji poza domem.

Sama nie jeździłam do dziadków na wakacje i chcę, aby moje dzieci miały fajne wspomnienia i relacje z Dziadkami z tego czasu – jeśli nie zaczną teraz, później będzie coraz trudniej.

Niby to wszystko przemawia to do mnie i akceptuję ten stan rzeczy, ale…
Z drugiej strony czuję się trochę jak ta „Zła Matka”, która spędzi z dzieckiem mniejszą część wakacji. Nie jest to jakaś niewidzialna presja społeczna, raczej do głosu dochodzi mój wewnętrzny krytyk.
Z „wewnętrznym krytykiem” chyba sobie poradzę – bo z macierzyństwie nie ma wzorca z Sevres.

Nie chodzi też o to, że obawiam się jakiegoś „rozpasania” dziecka po powrocie do domu – wiadomo, u Dziadków są nieco lżejsze reguły niż w domu, a uwaga skupia się tylko na jednym dziecku.
Zastanawiam się, czy to ja wytrzymam tyle czasu bez niego.
Fajnie jest mieć czas na pisanie bloga i robienie dodatkowych rzeczy, ale…wszystko „do czasu”.

Ech, macierzyństwo…zdaje mi się, że to ciągły proces decydowania: o potrzebach swoich i dzieci, o  ustalaniu granic, o samodzielności i… pewna akceptacja „odchodzenia” dzieci w swoim kierunku…
A to dopiero początek naszej drogi…

Zdjęcie: prawa autorskie Moje Sedno.
Facebook Comments

6 komentarzy

  • Bardzo ciekawe spostrzeżenia.
    Masz rację ,że snujesz takie rozważania ,
    ale chyba wszystkie Matki mają ten problem 🙂
    Jak być lub nie być z dzieckiem.
    Wg mnie masz to wszystko dobrze poukładane.

    • Tak, na pewno nie jestem jedyna, która zadaje sobie takie pytania.
      Jak daleko być, jak blisko – w sensie odległości, samodzielności, ingerencji w wybory, myślenie i życie dziecka.
      Czasami boję się, że mam tendencje do zbytniego analizowania i intelektualizowania – może warto dać ponieść się temu, co się czuje.

  • Oczywiście, że z dzieckiem, nawet z całą gromadą jeśli ktoś posiada więcej niż jedno. A potem obowiązkowo jeszcze raz już samemu. Żeby nabrać dystansu, odpocząć i zatęsknić:)

  • Aga, odwieczny problem "zjeść ciastko i mieć ciastko" – każdego dnia nachodzą mnie takie myśli przy wyborze między czasem dla siebie a dla nich… w sensie dla dzieciaków. I przez bardzo długi czas biłam się z tymi myślami i dochodziłam do wiecznego poczucia winy.., teraz już tak nie jest; trochę też dlatego że dzieci czym starsze tym bardziej autonomiczne… moja córka sama już chce mieć spokój i cisze… to ona musi odpoczywać ode mnie a nie ja od niej… i to cudowne uczucie. Chociaż podobnie jak Ty tęsknie i jakoś tak mi ich brak 😉

    • Tak, dzielenie czasu to jeszcze temat, na który można byłoby elaboraty pisać. Macierzyństwo to nieustanna zmiana warunków – najpierw dzieci są małe i absorbujące (wtedy tęsknimy za odpoczynkiem), później stają się coraz bardziej samodzielne (i tęsknimy za ich zależnością od nas – przynajmniej w kwestiach uczuciowych, rozmowy czy spędzania wolnego czasu). Najgorsze jest wpędzać się samej w poczucie winy, ale uczę się z tym walczyć. 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!