Bajaderka.

Czemu bajaderka? Osobiście nie przepadam za tym wyrobem cukierniczym, ale ten wpis będzie taką „zbieraniną” różnych myśli. Pomyślałam sobie o nim jako o „przeglądzie tygodnia”, ale – jako że jesteśmy dopiero w połowie tygodnia – tytuł nietrafiony. Następnym skojarzeniem była bajaderka, jako swego rodzaju „przegląd” zaplecza cukierniczego. Z drugiej strony – równie dobrze mogłabym odnieść się do innego kulinarnego wyrobu, który jest tak określany – kotleta mielonego. Z tym, że kotleta mielonego szanuję i jadam tylko z wyrobu własnej rodziny – może dlatego nie przyszło mi to do głowy.
****************
Gdy w domu zabrakło Starszego Mi, traciłam czas na głupawe myślenie. Wolne obszary mózgu, zaangażowane w rozmowę z „już-prawie-czterolatkiem” albo kontrolę, co się dzieje „na horyzoncie”, zaczynały zajmować się tematyką na co dzień dla mnie abstrakcyjną. „Gdybanie” oraz przejmowanie się sytuacjami, na które zwykle nie zwracam uwagi, pożerały niepotrzebnie zasoby mojej mózgownicy.
Po powrocie dziecka do domu minęło „jak ręką odjął”. 🙂
Co za ulga…
**********************************
Wczoraj, bez specjalnej – zdawałoby się – przyczyny, „wypaliłam” w obecności dwóch postronnych osób zupełnie głupią i niezrozumiałą uwagę, która wzbudziła u nich znaczną konsternację. Zastanawiałam się później, dlaczego „tak wyszło” i co mnie do tego podkusiło. Stało się tak, jak w piosence „Mimo wszystko”, gdzie Kasia Nosowska śpiewała:

„Nagle coś, drobiażdżek wręcz. Na manowce złości wywiódł mnie (…) 
Czasem coś, tyci czort. W zdaniach szyk przestawi mi …”

Już chyba wiem, co mogło być powodem mojego dziwnego (takie odniosłam wrażenie, patrząc na miny współtowarzyszy) zachowania. Wczoraj musiałam podziękować za współpracę firmie, z którą pracowaliśmy parę lat. Myślę, że mój głupawy komentarz był wynikiem dyskomfortu, który odczuwałam aż do momentu spotkania i który minął tuż po nim…
***********************************
Wczoraj także prawie powtórzyła się historia sprzed roku, kiedy złapałam „gumę”. Piszę „prawie”, bo wtedy jechałam na zupełnej „dętce” (ale jakie miałam wyjście, z dzieciakami „na pokładzie”), a wczoraj udało mi się dojechać z „prawie kapciem”.
Jakiś litościwy kierowca podczas postoju na światłach najpierw dawał mi znaki, na które – na szczęście – zareagowałam, a następnie poinformował mnie „Złapała Pani gumę i nie ma już połowy powietrza w oponie”.
Na szczęście wiedziałam, gdzie mieści się najbliższy warsztat. Okazało się, że wjechałam na jakiś gwóźdź – choć dla mnie wyglądało to raczej jak ogromna pinezka. Mechanik zdziwił się: „To pani nie czuła, że coś jest nie tak?” Nie, nie czułam. Poinformował mnie przyjazny kierowca. Zaklejenie opony trwało 20 minut i kosztowało 50 zł. Nie mam skali porównawczej – czy to dużo, czy mało. Pamiętam jedynie, że rok temu w innym warsztacie wymieniałam dwie opony na używane i zapłaciłam 120 zł.
**********************************
Dziecko prawdę (a często „swoją prawdę”) Ci powie. A szczególnie wtedy, gdy jest niepytane. Dzisiejsze i wczorajsze wspólne posiłki były dla mnie takimi właśnie lekcjami. Wedle relacji mojego syna wczoraj zepsuł się telewizor (być może pani opiekunce nie udało się czegoś uruchomić albo był brak sygnału na danym kanale telewizyjnym). Otrzymałam też jasny komunikat: „mamo, musisz kupić precle” (bo przez ostatnie 2 dni miał okazję skosztować – nie ja byłam „zaopatrzeniowcem” :-). Dowiedziałam się też, że widział dziś dużo samolotów – być może przelatywały w tym czasie myśliwce F-16, które także obserwowaliśmy z okien biura.
***********************************
Mam dla was jeszcze niespodziankę, ale zostawię ją na jutro… 😉 

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!