Inspirujący tydzień.

Ten tydzień pod kątem zawodowym był dla mnie pełen inspiracji. Nie ukrywam, że lubię takie „przerywniki” w codzienności i czasami trudno mi zrozumieć, dlaczego niektórzy tak gorliwie „opędzają się” od różnych szkoleń czy warsztatów.
Od jakiegoś czasu inspiracja weszła – można rzec – przebojem w moje życie. Mniej-więcej 3 lata temu uczestniczyłam w warsztatach, podczas których określaliśmy swoje składowe osobowości. Może niektórym z was bliskie jest pojęcie metody Insights – z grubsza rzecz opisując, chodzi o cztery kolory, obrazujące sposób funkcjonowania człowieka w życiu – analityczne, relacyjne, inspirujące lub bardziej władcze (metodologia powtarza się w innych konfiguracjach, czego efektem są także inne nazwy).

Źródło: http://insights.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=42&Itemid=31

Zgodnie z tą teorią, większość z nas ma w sobie różne typy – niektóre z
nich dominują, inne są jakby „przyduszone” lub nie mają szans się
ujawnić. W tamtym czasie „diagnoza” wskazała, że w moim przypadku przeważa kolor będący wyrazem silnego nastawienia na relacje. Najmniej było w mojej osobowości koloru, wiążącego się z działaniem pod wpływem inspiracji. Prawdę mówiąc, sama czułam, że tej inspiracji mi brakuje, że skupiam się zbytnio na kwestiach technicznych, organizacyjnych, szczegółach, a tracę z pola widzenia ideę i wizję, która powinna kierować moimi poczynaniami biznesowymi.
Jakoś tak się stało – nie wiem, za czyją sprawką – że niezauważalnie i naturalnie otworzyłam się na inspiracje, a teraz wręcz nie wyobrażam sobie, że mogłabym być na nie głucha i ślepa. Skoro nie było to efektem myślenia, ćwiczenia i zamierzonego działania, śmiem twierdzić, że to intuicja doprowadziła mnie do takiego stanu postrzegania świata.
Oczywiście, blogowanie oraz czytanie blogów (w tym z mojej ulubionej, nieosiągalnej dla mnie dziedziny designu czy ilustracji), ma duży wpływ na to, co obecnie dzieje się w mojej głowie.
Wydaje mi się, że – w porównaniu z samą sobą sprzed paru lat – zmieniłam sposób mówienia czy gestykulowania podczas rozmowy.
Wracając do inspiracji z tego tygodnia – uczestniczyłam w warsztacie z negocjacji, prowadzonym przez nieprzeciętnego wykładowcę. Temat, który jawił mi się jako dość nudny, do bólu biznesowy oraz mało kreatywny, został tak ciekawie zaprezentowany , że mało kto pozostał nań obojętny.
Dla mnie największym odkryciem było to, że sukces negocjacji jest pojęciem względnym, a cena (niska lub wysoka) nie jest jedynym miernikiem skuteczności. Mieliśmy okazję sprawdzić to na różnych przypadkach „z życia wziętych”, np. podczas negocjowania kupna/sprzedaży samochodu czy używanych mebli. Każdy z nas miał własny punkt odniesienia i przykładał wagę do różnych kryteriów. Dzięki temu przekonaliśmy się, że nie da się obiektywnie powiedzieć, że ktoś osiągnął najlepsze rozwiązanie. Prowadzący szkolenie unaocznił też, jak często sami stawiamy siebie w gorszej pozycji, sądząc tak jedynie na podstawie zupełnie subiektywnych czynników (tu funkcjonuje bardzo ciekawy termin „zużycie moralne”  przedmiotu transakcji).
Dla mnie te odkrycia były bardzo inspirujące – mam nadzieję, że taka wiedza pozytywnie ukształtuje moją pozycję oraz sytuacje negocjacyjne w przyszłości (jeśli w ogóle będzie sens negocjować z daną stroną). I wcale nie mówię tego w kontekście manipulacji czy nieetycznego wywierania wpływu, które stereotypowo kojarzą się z negocjacjami.
A – jak sami wiecie – negocjacje nie dotyczą li i tylko sfery biznesowej… 🙂

  • Ja jestem typem zrównoważonym ,
    ale to efekt szkoleń i warsztatów.
    Również pracy nad sobą.
    Bardzo dobrze ,że uczestniczysz w tego typu spotkaniach.
    To fajne jak człowiek świadomie się zmienia ,
    a i potem efekty tego widać na co dzień 🙂

    • Właśnie zastanawiam się nad kursem lub studiami podyplomowymi – chyba czuję potrzebę dokształcania się. Co do typu zrównoważonego – także staram się nim być, ale rzeczywiście, nie jest to łatwe. Samoświadomość swoich zalet i wad, sposobów myślenia, schematów działań z pewnością bardzo w tym pomaga.

    • Ale to przychodzi samo…
      Szkolisz się szkolisz się i nie wiadomo jak
      i kiedy wszystko się układa samo.
      Jak zrobiłam sobie test po 10 latach ,
      to sama się zdziwiłam ,że jest to możliwe.
      Jest to efekt tych właśnie systematycznych szkoleń.
      Dobrze jest też mieć możliwość rozmów na co dzień.
      Kogoś z kim się porozmawia ,głośno pomyśli, powyciąga wnioski.
      Kogoś do dyskusji.

    • Masz na myśli osobę a la coach czy po prostu dobrego znajomego / przyjaciela, z którym można powymieniać się myślami? Nie ukrywam, że lubię słuchać o inspirujących rzeczach i dzielić się z nimi, ale nie zawsze po drugiej stronie słuchacz jest nastawiony na taki sam odbiór…

  • Pingback: Atuty - jak je znaleźć? Doświadczenia autorki bloga Moje Sedno()

  • Pingback: Pismo obrazkowe i słowo pisane. - Moje Sedno()