moje-sedno-porownywanie-motywacja

Minimalizm – dobry nawyk czy obsesja?

Minimalizm może dotyczyć zarówno przedmiotów, jak i zachowań. W numerze ‚Wysokich Obcasów” z 2 sierpnia b.r. przeczytałam z zainteresowaniem tekst „Zminimalizowani„. Autorka zbadała trend minimalizacji liczby posiadanych przedmiotów – z tego, co pamiętam, ideałem jest mieć mniej niż 100 rzeczy w swoim gospodarstwie domowym.

Minimalizm oceniam jako pozytywny trend, bo jest lepszy niż kupowanie masy niepotrzebnych ciuchów, kosmetyków czy sprzętów.
Nie jestem „gadżeciarą”. Od czasu, gdy na świecie pojawiły się dzieci, przestało bawić mnie chodzenie po galerii handlowej w celu skompletowania garderoby – jeśli już idę, wyznaczam sobie konkretny czas, konkretne sklepy do odwiedzenia i często nawet robię listę zakupów (ciuchowych!). Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz kupowałam ubrania z nowych kolekcji – wolę ubrać się w coś, w czym mi dobrze niezależnie od tego, co modne w sezonie, poza tym szkoda mi kasy na przepłacanie za coś, co za 2 miesiące będzie kosztować 50% aktualnej ceny.

moje-sedno-porownywanie-motywacja

Pomimo, że nie „obkupuję” się jak szalona, podziwiam ludzi, którzy potrafią zupełnie zdystansować się od potrzeby posiadania nowych rzeczy. Ten ascetyzm konsumencki – jako przeciwwaga dla nadmiernej konsumpcji – udzielił mi się tylko częściowo i to w stosunku do ubrań właśnie.

Pisałam już na blogu, że nie jestem typem „chomika”. Wręcz przeciwnie – staram się pozbywać zbędnych rzeczy ze swojego otoczenia (głównie ubrań, gazet, papierów). To zachowanie jest we mnie silnie zakorzenione pewnie dlatego, że w moim domu rodzinnym – głównie za sprawą taty – wszelkie nieaktualne gazety, śmieci czy sprzęty były zawsze sprzątane z pola widzenia i regularnie utylizowane poza gospodarstwem domowym.

Wracając do minimalizmu – zafrapowała mnie „druga strona medalu„. Myślę, że dobrze przedstawia ją list czytelniczki, która zaobserwowała inny aspekt tego trendu (list nosi znamienny tytuł: Minimalizm? To też rezygnacja z tego, co trwałe).
Dobrze rzecz ujmuje poniższy cytat z tego listu (list pisze marka, która opisuje zachowanie swojego syna):

„Ale na obecnym etapie jemu, podobnie jak bohaterom artykułu, większą
przyjemność niż kupowanie „sprawia kolejny przedmiot, który wylatuje za
drzwi”.
Byle nie mieć nic, co wymagałoby trochę zachodu i zabierało
czas.”

Rzeczywiście, kiedy o tym myślę, przypominam sobie, że i mnie w pewnym momencie ogarnęło swoiste „natręctwo” pozbywania się niepotrzebnych rzeczy. Gdy tylko zapakowałam jakąś większą partię rzeczy „do wywiezienia”, przez parę kolejnych dni nadal zajmowałam się przeglądaniem szafy w poszukiwaniu tego, z czego jeszcze mogłabym zrezygnować. Mówię wam, to wciąga! U mnie działo się tak jedynie w sferze praktycznej, czyli ubraniowej. Żal mi wyrzucać książek czy bibelotów, które kiedyś dostałam – prędzej schowam je gdzieś w komódce niźli wyrzucę do kosza.

Myślę, że jestem na etapie „porządkowania głowy”, jeśli chodzi o tzw. przyjaźnie, pozorne znajomości itp. Minimalizm wkrada się do mojego życia towarzyskiego. Biję się z tymi myślami – czy powinnam „odpuścić’ niektóre relacje. To powoduje pewien dyskomfort.

Koniec końców i tak podpisuję się pod zdrową – według mnie – zasadą pt. każda przesada w życiu jest szkodliwa…

Facebook Comments

5 komentarzy

  • Minimalizm przesadny też może być niezdrowy.
    Wszystko, co mam, w jakiś sposób zdobyłam, dostałam w prezencie czy uzyskałam inną drogą.
    Uważam, że przedmiotów też trzeba się pozbywać z głową.
    Tylko ewidentnych śmieci pozbywam się lekko i bez żalu.
    Inne rzeczy często są przeze mnie użytkowane w domowym recyklingu – np. stare t-shirty jako szmatki 🙂
    Teraz podczas remontu to się akurat bardzo przydało.
    Czasem też robię takie porządki w znajomościach, ale czasem ludzie mają różne powody zmiany sposobu kontaktów, a to chorują, a to muszą przygotować sobie na wynajem pawilon, żeby mieć na opłaty i po prostu całą energię poświęcają na to, zapominając o wszystkim.
    Takie sytuacje staram się zrozumieć i wybaczać.
    Ale też czasem mam dość, kiedy to głównie ja się staram podtrzymać znajomości. Zastanawiam się, czy te osoby w ogóle mnie potrzebują, czy jestem dla nich ważna.
    I co mi daje ten kontakt.
    Jeśli wychodzi, że na wszystkie te pytania odpowiedź jest negatywna, staram się wyciszać takie kontakty 🙂
    serdeczności!

    • Co do utrzymywania kontaktów z ludźmi – też staram się myśleć o tym, że nie zawsze da się pogodzić sprawy życiowe z czasem dla przyjaciół, nie mówiąc o znajomych. Wczoraj byłam na spotkaniu ze znajomymi z pracy – rzadko z nimi gdzieś bywam (oni nie mają dzieci, są bardziej dyspozycyjni) i było świetnie. Rozmawialiśmy o zupełnie innych rzeczach niż na co dzień i były to kwestie czasem naprawdę poważne. Tak sobie myślę, że czasem człowiek zabiega o kontakty z ludźmi, którym na tym nie zależy, a tymczasem obok są osoby, z którymi dużo lepiej spędza się czas…z tym, że im też byłoby dobrze coś od siebie dać.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!