Trąbiacze, promocja i gra w karty.

Czy wiecie, kto to „trąbiacze”? Zgadujcie. Ciekawe, czy wam się uda. Mogłabym nawet ogłosić konkurs na rozwiązanie tej zagadki i pewnie doczekałabym się wielu kreatywnych odpowiedzi, a może nawet całych historii, stworzonych wokół tego słowa.
Prawda jest prozaiczna. „Trąbiacze” to – według Starszego Mi – ludzie, którzy trąbią klaksonami samochodowymi. Co jakiś czas moje dziecko oznajmia z wielką powagą w samochodzie „Nie lubię tych trąbiaczy!”
***********************
Starszy Mi pragnie bardzo zwrócić na siebie uwagę młodszego brata. Pewnie chodzi mu o to, aby sprowokować Młodszego Mi do biegania wokół kominka. Jednak zadanie nie jest proste, bo Młodszy nie wydaje się chwilowo zainteresowany niczym innym poza swoją własną zabawą. W związku z tym Starszy Mi, postanawia zaskoczyć go specjalnym komunikatem.
Otwiera usta i…„A kuku! Promocja!”
Śmieję się do rozpuku, takie teksty dzieci rozkładają mnie na łopatki. Choć zdarzenie miało miejsce  wczoraj i jeszcze dzisiaj sytuacja się  powtórzyła, zareagowałam dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem.
Gdy zapytałam dziś Starszego Mi, co oznacza słowo „promocja”, usłyszałam odpowiedź: „Promocja to takie piłki nożne, które skaczą nad rzeką.”
??????
Skąd się to wzięło? Nie mamy zamiłowań piłkarskich. Po chwili namysłu stwierdziłam, że ta definicja była prawdopodobnie wynikiem zabawy materiałową piłką nożną – prezentem, otrzymanym na fali mody na Euro. 🙂
************************
Starszy Mi od zeszłego tygodnia jest zafascynowany grą, polegającą na dobieraniu przez graczy kart w ten sposób, aby uzbierać jak najwięcej poczwórnych. W tygodniu sporą część wieczornego czasu dla dzieci przeznaczamy na tę zabawę. Gdy tylko nasz syn zorientował się, że trzeba słuchać, o jakie numery kart proszą uczestnicy gry, znacznie lepiej mu idzie i nawet parę razy wygrał. Na początku – gdy nie koncentrował się na tym, co mówimy – ciężko znosił porażki. Dlatego powiedzieliśmy mu, że „raz się przegrywa, raz się wygrywa” i nie ma co się obrażać i ciskać kartami. Po czym spokojnie powróciliśmy do rozgrywek. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że komunikacja z dziećmi wygląda nieco inaczej niż z dorosłymi. Dziecko zrozumiało to zdanie literalnie, a nie w tak abstrakcyjny sposób jak my. Dla Starszego Mi sytuacja była jasna: teraz przegrałem, to następnym razem wygrywam. Jakież było jego zdumienie i złość, gdy znów nie udało mu się zebrać największej liczby poczwórnych kart. A nam zaświtało w głowach, że przecież dziecko nie rozumie abstrakcyjnych przekazów – przekłada je sobie na rzeczywistość w skali 1:1. I że rzeczywiście trzeba się nagłowić, aby zrozumiale dla niego przekazać, o co nam chodzi. 🙂
***********************
Noc taka piękna – księżyc oświetla białe połacie śniegu niebieskim blaskiem. Za nami relaksujący dzień –  spacer z sankami w pięknym słońcu, czas na poczytanie czegoś w ciągu dnia (dawno tego nie było!) i wieczorne spotkanie u naszych miłych sąsiadów, zakończone późnym powrotem po skrzypiącym śniegu, przy temperaturze -16 stopni.
A jutro – kolejny wolny dzień! 
Dobranoc. 🙂

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!