Kwestia estetyki, czyli kuchnia w pracy.

Czasem ogarnia mnie „duch społecznicy”. Nie wiem, z czego to wynika, ale pewne rzeczy w życiu mnie drażnią. Drażni mnie brak empatii. Wkurza zachowanie, które za nic ma szacunek dla drugiego człowieka. Choć wiem, że czasem „szkoda prądu” (uwielbiam to powiedzenie mojej przyjaciółki M.), ale to jest po prostu silniejsze ode mnie. Przejawiać się może w rzeczach, pozornie niezwiązanych z odnoszeniem się człowieka do drugiej osoby.
Jakiś czas temu też mnie ów duch społecznicy ogarnął i zaczęłam przygotowywać ten wpis. Ale go nie dokończyłam i teraz to uczynię.
Nie potrafię pojąć, dlaczego w pewnych podstawowych kwestiach „odpuszczamy” i czy jest tak, że podobnie zachowujemy się w domu.
Zastanawiam się na przykład, czy rzeczywiście części osób nie zależy na tym, jak wygląda przestrzeń wokół nich – na przykład tak „newralgiczna”, jak kuchnia. W końcu jest to miejsce, w którym większość z nas (bo są pewnie wyjątki, które tam nie wchodzą, a jedynie otrzymują gotowe produkty) przygotowuje sobie coś do jedzenia lub picia. Założę się, że w wielu biurach pracownicy nie mają odruchu włożenia brudnego naczynia do zmywarki. W efekcie w porze lunchu (albo i przed nim, w końcu wcześniej jest pora drugiego śniadania), zlew jest zawalony talerzami z resztkami jedzenia. I nie jest to wrażenie ani estetyczne, ani apetyczne i zachęcające do spędzenia swojej przerwy obiadowej w pobliżu.
W biurze, w którym pracuję, nad zmywarką w kuchni zawisła parę lat temu (i wisi do tej pory) kartka, przypominająca o tym, że abyśmy sami wkładali naczynia do zmywarki. Oczywiście, nikt nie przyznał się do inicjatywy zawieszenia kartki, ponieważ zapewne byłby obśmiany z tego powodu. W końcu czemu się czepia i ludziom pracującym żyć nie daje? Przyznam szczerze, że to działa. Parę razy, gdy chciałam ulec pokusie lenistwa, ten komunikat przywoływał mnie „do pionu”. Bo wysiłek wykonania tej czynności jest przecież niewielki. Chodzi o pewien nawyk. Mam wrażenie, że często czujemy się zwolnieni z takich „prostych” czynności – głowę mamy zajętą ważnymi sprawami i spieszymy się generować kolejne biznesowe pomysły i wartości dodane. A może w domu ktoś za nas notorycznie sprząta?
Nie wiem, czy moje zarzuty są dla otoczenia krzywdzące, ale nasuwa mi się proste porównanie do sytuacji „dobra prywatnego” i „dobra publicznego”. O to pierwsze dbamy, o to drugie już niekoniecznie – mimo, że spędzamy tam w tygodniu nawet więcej czasu niż we własnych czterech kątach.

Facebook Comments

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!