Zniechęcona do biegania.

Tak, tak. To stwierdzenie bardzo kłóci się z tendencją wzrostu popularności biegania, ale mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że lekcje wf w szkole podstawowej skutecznie zniechęciły mnie do biegania. Nigdy nie byłam dobra w biegach – ani na długie, ani na krótkie dystanse. Do dziś pamiętam jakiś długi i wyczerpujący bieg (może na 1000 m?), gdy z utęsknieniem i pełna niewiary w dokończenie zadania zaliczałam kolejne okrążenia wokół hali sportowej w moim rodzinnym mieście.
Chyba zawsze byłam ostatnia – z najgorszym czasem w grupie równieśników. I nie wiem, czy wpływ na to miał fakt, że poszłam do szkoły rok wcześniej.
A propos lekcji wf – ostatnio ucięliśmy sobie pogawędkę wspominkową na ten temat z przyjaciółmi. Chyba każdy z nas czworga ma podobne wspomnienia lekcji wychowania fizycznego z lat 80. Mnie kojarzy się z zajęciami organizowanymi na korytarzu szkolnym – tak było w szkole, do której uczęszczałam w klasach 4-7. Nie pamiętam już, czy w tym molochu pt. „1000 szkół na tysiąclecie” po prostu nie było sali gimnastycznej czy też  było zbyt wiele klas i komuś ta sala przypadała w udziale (lecz nie mojej klasie). Na pewno było boisko sportowe – to pamiętam.
Nie przypominam sobie, aby któreś ćwiczenia szczególnie przypadły mi do gustu. Przewrotów w przód i w tył musiałam uczyć się w domu, na wyciągniętym w salonie materacu od łóżka. Było ciężko się przemóc, ale w końcu opanowałam tę sztukę. Później doskonaliliśmy różne formy tego ćwiczenia – przewrót w przód z wyskokiem nad ustawioną piłką lekarską lub przewrót w tył z pozycji stojącej (który rozpoczynał się od efektownego klapnięcia z siłą godną słonia).
W liceum moim horrorem były 2 ćwiczenia: skok przez skrzynię przodem i skok przez kozła. Startując do obu tych dziwacznych przedmiotów gimnastycznych, widziałam siebie już po ich drugiej stronie – ale nie triumfującą, lecz zbierającą zęby. 🙂
Wspomniane wyżej ćwiczenia w ogóle nie były mi przydatne w dorosłym życiu. Z drugiej strony – choć wtedy często miałam na to ochotę – z perspektywy czasu cieszę się, że jednak uczestniczyłam w lekcjach wf. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy rodzice załatwiają dziecku całkowite zwolnienie z ćwiczeń – być może kierują się swoimi osobistymi przekonaniami odnośnie lekcji wf w szkołach za ich czasów.
Cieszę się, że jest coraz więcej ludzi w moim wieku, którzy nie zniechęcili się do biegania. I do sportu w ogóle.
W swoim dorosłym życiu nie postrzegałam biegania jako o formy aktywności, którą mogłabym praktykować. Przyszedł ten moment, gdy zadałam sobie pytanie: czy chcę, aby doświadczenia sprzed dwudziestu paru lat nadal kształtowały moje podejście i powstrzymywały mnie od tej formy aktywności?
I? Nie chcę!

Facebook Comments

3 komentarze

  • Warto dobrać rodzaj sportu do siebie 🙂 Niedawno rozmawiałam na ten temat z przyjaciółką, chciała biegać, ale zauważyła, że bardzo szybko się męczy i przypomniała sobie, że sporty wytrzymałościowe nigdy jej nie leżały. Za to ostatnio pojeździła na rolkach i stwierdziła, że to jest to i to woli 🙂
    Ja też myślę o bieganiu – w zasadzie nic nie kosztuje, wystarczy pół godzinki 🙂

  • Kiedyś nominowałaś mnie do zabawy blogowej, nawet napisałam komentarz – ale gdzieś go wcięło 😮
    Postaram się nadrobić zaległości 😉 jak tylko znajdę chwilę wolnego czasu. Bo jak się domyślasz u mnie z czasem to kiepsko jest.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Dag – z doborem rodzaju sportu masz rację. Ja chodzę na ćwiczenia tai chi, ale wielu z moich znajomych mówi, że nie odnalazłoby się na takich zajęciach, bo to są zbyt spokojne i powolne ćwiczenia. A mnie odpowiadają. 🙂 Co do pisania komentarza do zabawy blogowej – nie czuj się zobligowana do jakiegoś terminu (albo do pisania w ogóle) – to może poczekać, bo nie jest najistotniejsze. Za to czas dla Ciebie samej i dla dzieci – owszem. 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!