Jak „polski Updike”

Kto to taki? Józef Hen. Przeczytałam zbiór jego opowiadań i jestem pod dużym wrażeniem. Książkę sprezentowała mi moja mama (chyba jeszcze nie omieszkałam jej za to podziękować). Opinia z tytułu wpisu to parafraza jej słów – rekomendacja książki w jej wydaniu brzmiała „dla mnie jest lepszy niż Updike.”
A ponieważ opowiadania Updike o miłości pamiętam nadal, choć czytałam je w 2009 roku, podczas spacerów w Łazienkach ze Starszym Mi (wówczas niemowlakiem), ta recenzja zachęciła mnie do przeczytania.

Niektóre opowiadania były pisane po wojnie i wyziera z nich głód, bieda, spustoszenie w rodzinach. To, co mnie uderzyło w tej części opowiadań, to częste powracanie do motywu chleba. Chleb i głód to osnowa paru opowieści.
Największe wrażenie wywarło na mnie opowiadanie, od którego wziął się tytuł książki. Ale nie będę pisać wam, o co chodzi.
Zresztą, zakończenie każdej opowieści powodowało u mnie efekt zadziwienia. Wiele z nich nie ma typowego końca (rozumianego jako wyjaśnienie motywów lub sytuacji), ale zostawia otwartą przestrzeń na wątpienie, interpretację, pytania. I to jest niewątpliwie wielka wartość tych tekstów.

Facebook Comments

2 komentarze

  • Nowa szata graficzna bardzo do mnie przemawia, brawo! 🙂
    Lubię opowiadania jako formę literacką, teraz czytam najnowsze opowiadania Pilipiuka, wciągają mnie bardziej pod kątem historycznym, ale w każdym jest też wątek fantastyczny.
    Może sięgnę i po Hena, dzięki!

    • Dzięki, Iw! Trochę czasu nad tą szatą graficzną spędziłam. 🙂 Powiem tak – chwilowo jestem zadowolona. Pytanie, co się stanie, gdy już maki zwiędną i nie będzie ich na polach. 🙂 Pilipiuka nie czytałam – kiedyś tylko Sapkowskiego. Teraz przede mną piętrzy się stos interesujących książek z zakresu komunikacji (obszar zawodowy). Dobrze, że chociaż Hena skończyłam…

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!