Nasze dzieci, nasze wzorce

Dawno, dawno temu…nie, to nie bajka. Około 2 lat temu znajomy, który miał wówczas już kilkuletnie dziecko, powiedział mi coś w stylu „Gdy słucham swojego syna, to łapię się za głowę. On mówi moimi tekstami! Zobaczysz, Ciebie też to czeka!”
Machnęłam wtedy ręką, bo Starszy Mi miał ze 2 latka i jeszcze nie wypowiadał żadnych sentencji w języku, zrozumiałym dla mnie.
Teraz, słuchając mojego prawie pięciolatka, słyszę echo – częściowo moje, częściowo męża. A słyszę często i dużo, bo Starszy Mi jest typem małego gaduły. Swoją drogą, przypuszczałabym nie tego jeszcze 2 lata temu – nie zaczął wcześnie mówić, a gdy to nastąpiło, były to raczej pojedyncze słowa, a nie zdania.
Widzę, że jako wnuczka polonistki i córka nauczycielki, jestem bardziej wyczulona na to, co i w jaki sposób mówię (dla przykładu, razi mnie niesłychanie, gdy ktoś mówi „polecam tą książkę”). Pewnie ma to znaczenie w komunikacji z moimi dziećmi. Staram się im tłumaczyć różne sprawy – także emocjonalne. Gdy czasami się sobie przysłuchuję, myślę „ratunku, pani nauczycielka!” Kiedy przypomnę sobie o tej „wewnętrznej nauczycielce”, staram się ją złagodzić poprzez humor, wprowadzając do rozmowy jakieś absurdalne skojarzenie lub abstrakcyjną sytuację. Wszystko dlatego, że chciałabym równoważyć pobrzmiewającego dorosłego głosem swojego „wewnętrznego dziecka” – aby małe dziecko wypowiadało się jak „stary maleńki”.
Dzieci w tym wieku to dobry barometr tego, jak wygląda życie w domu – co i jak się w nim mówi. Dla mnie jest to niesłychane ważne, jeśli chodzi o omawianie np. kwestii finansowych (ile coś kosztuje, ile trzeba było za coś zapłacić), ale i opinii na temat innych osób.
Inną istotną sprawą jest kopiowanie czegoś, co nazwałabym „wzorcami emocjonalnymi”. Przypatrzcie się swoim dzieciom, jak reagują na sytuacje, które je złoszczą. Jakie komentarze wypowiadają w stosunku do innych osób? Co robią, gdy się irytują? Ja już zauważyłam pewne wzorce, które zapewne wynikają z tego, co przejęłam z własnego domu. W moim przypadku kluczowe jest słowo „dziecko”, które pojawia się w momencie irytacji i jest wypowiadane pewnym charakterystycznym tonem (karcącym i zdystansowanym). I to słowo jest powtarzane przez mojego syna. w ten sposób tworząc pewną samo nakręcającą się spiralę wzorców złoszczenia się. Jestem przekonana co do powyższego, natomiast nie jestem pewna, jak jest z wzorcami pozytywnymi – radości, szczęścia, miłości. Czy przejmujemy je w takim samym stopniu, jak wzorce negatywne?
Jak to wygląda z wasze perspektywy jako dzieci swoich rodziców i rodziców swoich dzieci? 🙂

Facebook Comments

2 komentarze

  • Myślę, że dzieci chłoną w tym małym wieku wszystko, tak to dobre, jak i to mniej dobre oraz to całkiem koszmarne.
    Mnie też się zdarzało wypowiadać słowo "dziecko" w tym karcącym tonie, ale i imię mojej córki.
    Każdy musi swoje błędy popełnić, ale warto mieć chociaż świadomość, że to są błędy i próbować je niwelować.
    powodzenia 🙂

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!