Po co ci dom?

Mam bardzo zaprzyjaźnione małżeństwo, które cieszy się swoim domem. Mieszka w nim od 3 czy 4 lat. Podobnie, jak my – dokładnie 16 lipca minęły 3 lata od naszej przeprowadzki (pamiętam, że tamten lipcowy dzień był potwornie gorący, a pakowanie rzeczy z mieszkania zajęło aż 5 godzin – masakra! Następne 3 godziny zajęło ich rozładowywanie w domu).
Rozmawiając ze wspomnianym małżeństwem (ale nie tylko – także z innymi osobami, które lubią mieszkanie poza miastem) stwierdziliśmy, że nie da się uniknąć jednego pytania, które zawsze pada podczas konwersacji z innymi, To pytanie brzmi: „jak długo zajmuje ci dojazd?” Często pytają o to osoby, które nigdy nie mieszkały poza aglomeracją miejską – zakładam, że trudno jest im wczuć się w to położenie, bo nigdy nie były w takiej sytuacji. Przyznam, że na początku to pytanie mnie irytowało – dlatego, że kierowało uwagę ludzi na sprawy negatywne (wyobrażenie długiego dojazdu), a nie pozytywne (zupełnie inna przestrzeń niż w bloku i inny sposób życia).
Jest jeszcze jedna kwestia, która może nurtować innych, choć z nią spotkałam się rzadziej: „Czy nie brakuje ci kina, teatru, miasta?” 
Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek pytał mnie o motywy decyzji, która wiąże się z budową domu i przeprowadzką do niego. Może ludzie uważają, że to pytanie jest zbyt „intymne” i nieuzasadnione w  powierzchownych relacjach – gdy rozmawia się o tematach „powierzchniowo”. 
Oczywiście, na te pytania każdy ma swoją własną odpowiedź.
Wydaje mi się, że to, czy w pełni korzystasz z uroków domu zależy od fazy życia i Twoich indywidualnych potrzeb.
Sytuacje mogą być różne. Ktoś kupił dom 3 lata temu i wystawia go na sprzedaż, bo wykańczają go dojazdy, które dodatkowo „kradną” czas z puli, przeznaczonej dla dzieci. Albo ktoś niby mieszka w domu, ale w weekendy i tak woli przebywać w mieście – spotykać się ze znajomymi, chodzić z dziećmi do kawiarni, teatrów i kina. Moja zaprzyjaźniona koleżanka wróciła do miasta i korzysta z jego uroków, czerpiąc energię z mnóstwa wolnego czasu, którego nie miała, mieszkając w domu. Widać, że odżyła i widocznie potrzebowała takiej zupełnie radykalnej zmiany.
Jeśli o mnie chodzi, na obecnym etapie życia, na pytanie „skąd czerpiesz energię?” odpowiadam z pełnym przekonaniem: „z mojego domu”.

Facebook Comments

3 komentarze

  • Dom to często centrum naszego świata. Mnie ciężko sobie wyobrazić mieszkanie w mieszkaniu, już to przeżyłam i wolę dom.
    Chociaż nie wykluczam, że kiedyś jeszcze się przeprowadzę, bo dom wymaga jednak więcej pracy.
    Akurat u mnie nie ma za długich dojazdów, bo dom leży ledwo co na obrzeżach miasta. Dojeżdżam do centrum w 20-30 minut, zależy gdzie.
    W godzinach szczytu jest to może 15 minut dłużej. Przy totalnie zakorkowanym mieście może trochę więcej. No i w domu mam też biuro, więc to do mnie dojeżdżają klienci, a czasem ja im wysyłam dokumenty, to wszystko jest wykonalne, a do teatru, kina, centrum handlowego mam na tyle blisko, że to nie problem.
    Mieszkanie w domu bardziej oddalonym od miasta być może jednak byłoby trudne z uwagi na mniejszą ilość Klientów, która by do mnie dotarła. A wynajem biura i dojazd do centrum to byłoby bardzo trudne.

    • Z tego, co piszesz na swoim blogu zorientowałam się, że także lubisz swój dom. To się czuje. Ja dojazd do centrum też mam niezły. Do pracy w trakcie wakacji jadę 35 minut, w trakcie roku szkolnego – 50 minut, ale nie narzekam. Słucham wtedy muzyki, myślę, słucham audiobooków itp. Poza tym czas bycia w drodze i podróży wykorzystuję m.in. na rozmowy ze starszym synem. On mi umila ten czas.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!