Nawyki, które nami rządzą

Mam subiektywne wrażenie, że temat nawyków „wypłynął” całkiem niedawno, może na fali książki „Siła nawyku” (której jeszcze nie czytałam).
Nawyki są nam w pewnej mierze przydatne. Są wygodne i porządkują nasz świat. Tworzą pewne znane i bezpieczne rytuały, w ramach których funkcjonujemy na co dzień.
Na przykład, przez ostatni rok (albo i dłużej) zaczynałam dzień w pracy od kawy z ekspresu. Takiej ze spienionym mlekiem, w mega filiżance z grubymi ściankami – jak w sieciowych kawiarniach, w których serwuje się w ten sposób dużą kawę (nie w wysokiej szklance, tylko właśnie w powiększonej do rozmiarów małego wiaderka filiżance). Swoją drogą, jak nazwać coś takiego, jak na zdjęciu obok – to duża filiżanka czy już kubek?
(Zdjęcie pochodzi z http://lovelatte.blog.pl/)
W ramach eksperymentu „wychodzenia poza swoją strefę komfortu”, który prowadzę od paru tygodni, staram się przełamywać swoje nawyki – i to wcale nie najważniejsze, wręcz przeciwnie.
Zaczynam od rzeczy małych – jak z tą kawą. Stwierdziłam, że picie kawy w pracy o poranku jest moim  wyuczonym nawykiem, rodzajem gratyfikacji – owszem, jest przyjemne, ale przyjemność stała się automatyczna. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że schemat działa tak bardzo, że wchodząc do kuchni rano, jak zaprogramowany robot posuwam się w kierunku automatu z kawą. Ten nawyk wzbudził we mnie skojarzenie z „byciem na automatycznym pilocie” i dlatego postanowiłam go zmienić. W dni robocze poranną kawę zastępuję zieloną herbatą lub wodą (żeby picie herbaty nie stało się kolejnym nawykiem :-). Ten „kawowy eksperyment” trwa już 2 tygodnie (raz się złamałam, ale chodziło o popołudniową kawę), funkcjonuję i mam się dobrze – a nawet mam wrażenie, że mam więcej energii (w końcu zielona herbata także pobudza). Na kawę – parzoną w domu, w kawiarce – z przyjemnością pozwalam sobie w weekendy. Ale to już zupełnie inna, nie automatyczna przyjemność.
Powiecie: po co zawracać sobie głowę kwestią tego, czy poranna kawa jest nawykiem, koniecznością czy przyjemnością? Nie o kawę chodzi, ale o nawet drobne działania, które składają się na funkcjonowanie mnie jako człowieka.
Zmianę swoich zachowań traktuję w tym kontekście jako przyglądanie się sobie, swoim reakcjom oraz testowanie, na ile jestem skłonna się zmienić. Jeśli nawet w małych kwestiach będzie mi trudno, to co dopiero w sprawach, które mają większe znaczenie i wpływ na inne osoby?
Proponuję wam małą zabawę – znajdźcie 3 nawyki, które wami aktualnie rządzą. Przyjrzyjcie się im i wyjdźcie im naprzeciw. Czy potraficie / chcecie je zmienić? Jak zmiana wpłynie na wasze samopoczucie?
Ja – oprócz zamiany kawy na zieloną herbatę – pracuję obecnie nad takimi nawykami:

  • kolejność czynności przed wyjściem do pracy (co po czym wykonuję – np. najpierw ubieram się, potem szykuję śniadanie, maluję – chodzi o zmianę kolejności). Muszę popracować także nad tym, aby rano nie uprawiać czegoś, co nazywam „krzątactwem” (czyli sprzątanie rzeczy, które zostały w kuchni z dnia poprzedniego).
  • samotna droga do pracy – lubię poranny spokój i szykowanie się bez pośpiechu, a (na razie raz w tygodniu, ale może będą i dwa) przełamuję ten nawyk na rzecz porannego zamieszania i wspólnej jazdy do przedszkola ze starszym synem. I wiecie co – szybciej się szykuję oraz mniej skupiam na sobie (mam inne zadanie do wykonania). Zaczynam dzień z zupełnie innym poziomem energii (wyższym i pozytywnym, rzecz jasna).
  • popołudniowe bieganie jesienią- przynajmniej raz w tygodniu po pracy. Oczywiście, po powrocie do domu niezbyt mi się to uśmiecha – ze względu na zapadający zmierzch oraz niższe temperatury niż w trakcie lata (latem nie miałam z tym problemu).

Podzielicie się swoimi nawykami? Co chcecie zmienić?

Facebook Comments

8 komentarzy

  • Mam wypracowane nawyki i nie chcę ich zmieniać, lubię swoje natręctwa, dobrze mi z nimi 🙂

    sprzątam kuchnie zawsze wieczorem, żeby rano pierwsza osoba, która wpakuje sie do kuchni, miała swobodę, a zazwyczaj jest to Paddy. Późnej znowu po nim sprzątam, włączam ekspres, gotuję mleko i zaczynam dzień… mam swoje miejsce przy stole, drogę do pracy, swój koc, poduszkę, łazienkę, muzykę. Kawy nie zamienię na zieloną herbatę, nigdy 🙂

    • Ja też zawsze sprzątam kuchnię wieczorem. Nie chodzi mi o nawyki, które sprawiają mi przyjemność – tych także się trzymam, bo je żywo odczuwam. Zaczęłam kwestionować jedynie to, co powoduje, że działam automatycznie, bez zastanowienia i bez przyjemności…

    • To możemy razem zamieszkać:)
      Nie znoszę bałaganu w domu jak otwieram oczy. Sprzątam zawsze wieczorem.
      A z tymi nawykami bezmyślnymi – cóż. Sama nie wiem, ostatnio zapadam w nieczułą otchłań. Bezmyślną. To pewnie sygnał czegoś złego ….

    • Poranny bałagan wytracałby mnie z równowagi i pewnie codziennie spóźniałabym się do pracy, bo nie odpuściłabym porządków. Nie wiem, czy to o czym piszesz, to coś złego – może po prostu przyjrzyj się temu…

  • Wzięłam z Ciebie przykład dzisiaj rano i spróbowałam testować różne kombinacje: najpierw się umalowałam, a potem poszłam pod prysznic!

    To było odświeżające i inspirujące!

    • Czytając Twój Anonimowy komentarz, nie wiem de facto, jaka jest jego intencja. Odpowiem więc dwojako: jeśli Ci to posłużyło, weź ze sobą. 🙂 A jeśli Cię to rozśmieszyło, to też dobrze. 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!