Co „ciocia” myśli o mamie?

Sytuacja z szatni przedszkolnej. Piątek. Pierwszy dzień wiosny kalendarzowej. Świeci – ba, grzeje – słońce. Na zewnątrz nieczęsto spotykana jak na ten dzień temperatura, 20 stopni na plusie.
Wydawałoby się, że totalny luzik. W taki piękny dzień nic tylko cieszyć się, przystanąć i zachwycać. I obdarzyć większą uwagą to, co nas otacza.
Do szatni wpada kobieta. Szybko kieruje się do wejścia do grupy 4-latków. Bez używania domofonu (który jest standardem, jeśli chodzi o poproszenie dziecka do wyjścia), z impetem otwiera drzwi do sali.
My spokojnie szykujemy się do wyjścia w szatni. Ok, możemy sobie pozwolić na ten komfort, bo nie musimy się spieszyć. Od kobiety z dzieckiem dzieli mnie tylko drewniane „przepierzenie” i kurtki dzieci, więc słyszę każde jej słowo.
Nie przytoczę całej rozmowy z dzieckiem, bo nie miało szansy powiedzieć zbyt wiele. Za to „ciocia” dawała upust swojej energii: „Ruchy, ruchy! Ciocia nie ma czasu! Pospiesz się! Ubieraj się! Ciocia nie ma czasu! Nie wkładaj kurtki – zobacz, ciocia ma tylko koszulę, spocisz się!”
Wreszcie dziecko zapytało „A dlaczego?”
W odpowiedzi usłyszeliśmy wszyscy (będący w tym czasie w szatni): „Bo ciocia jest bardzo zajętą osobą! W przeciwieństwie do Twojej mamy, ja nie mam czasu siedzieć w domu!”. (tak, tak, chyba w tej wypowiedzi po raz pierwszy użyła formy w pierwszej osobie liczby pojedynczej! Pewnie, żeby podkreślić znaczenie tego „ja”.).
Zdaje się, że kobieta spojrzała na mnie w trakcie lub tuż po wypowiedzi. Czy liczyła na to, że pokiwam głową ze zrozumieniem dla jej zajętości, pośpiechu i wytłumaczenia tego 4-latkowi?
Szczerze (i kolokwialnie): „wryło” mnie.
Zresztą, kobieta równie szybko opuściła przedszkole, jak do niego przybyła. Ja – chyba będąc jeszcze w szoku po usłyszanej właśnie opinii – wciągałam na siebie niezdarnie kurtkę. (po co mi ona była, przecież  „ciocia” wyraźnie akcentowała kwestię spocenia się).
P.S. Zastanawiałam się, czy „ciocia” mówiła tak o swojej siostrze? No bo jak „ciocia”, to może odnosi się do rodziny? Albo o przyjaciółce (skoro jej nie lubi, to po co odbiera jej dziecko?) Po wysłuchaniu tej historii, bardzo bliska mi osoba zasugerowała, że „ciocia” w taki sposób mogła wyrażać się o…byłej partnerce swojego obecnego partnera. Hm…Może to być przekonujące wytłumaczenie.
Choć…równie prawdopodobnie mogła to być po prostu osoba, która „z doskoku” opiekuje się dzieckiem…

Facebook Comments

2 komentarze

  • KIm by nie była ta ciocia, to zparacowana jest bardzo, a że ta matka siedząca w domu po dziecko do przedszkola niemiała czasu przyjść, tylko taką zapracowaną ciocię przysłała…. To trochę zadziwiające, nieprawdaż?

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!