Nie jestem dobra w czytaniu instrukcji…

…przynajmniej tej, która dotyczyła banalnej – wydawałoby się – kwestii, czyli naklejenia folii ochronnej na ekran telefonu.
Kupiłam taki zestaw w sklepie i wczoraj zabrałam się do jego „montażu”.
Byłam zaskoczona, gdy z pudełka wypadło tyle rzeczy – naklejek, opisów, szmatek do czyszczenia. Nigdy nie przypuszczałam, że będą potrzebne do wykonania tej prostej czynności.
To jeszcze nic, najlepsze było przede mną.
Skrócona instrukcja montażu folii.
Po pierwsze, w instrukcji była mowa o części, oznaczonej naklejką nr 2. Tymczasem na folii widniała tylko naklejka z numerem 1.
To była pierwsza zagadka – gdzie, do diabła, jest 2?
Wyczyściłam ekran najpierw mokrą, a potem suchą szmatką i zabrałam się do czytania treści instrukcji.
Okazało się, że montaż folii wymagał zabezpieczenia jej dwoma osobnymi naklejkami. Dodatkowo – gdyby między ekran a folię przypadkiem dostały się drobinki kurzu, można było je usunąć załączoną do zestawu naklejką.
„??? Po co tyle zachodu?” – nic nie poradzę na to, że taka myśl przyszła mi do głowy.
Pochylałam się nad blatem kuchennym i w miarę zgłębiania instrukcji wcale nie czułam się mądrzejsza.
Wszystko było napisane w tak zawiły sposób, że nie byłam w stanie tego zrozumieć – choć uważam się za osobę rozumną.
W końcu – z powodu zbytniego przegięcie kręgosłupa – dałam sobie spokój z wszystkimi tymi papierami, naklejkami i „gadżetami”. Zdarłam folię i nakleiłam na ekran telefonu.
Myślę, że producenci zaczynają trochę przesadzać, angażując konsumenta w tak prostą czynność. Czytając instrukcję, miałam wrażenie, jakby było to niezmiernie pieczołowite zadanie.
Gdybym miała tak roztkliwiać się nad każdym przedmiotem codziennego użytku, to nie starczyłoby mi czasu na codzienność. 🙂
Tymczasem metoda jest prosta: szast-prast i sprawa załatwiona!

Facebook Comments

8 komentarzy

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!