Rodzic – najlepszy adwokat dziecka

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie wymiana zdań, która miała miejsce parę miesięcy temu. Z nowo poznanym znajomym ucięliśmy sobie pogawędkę na różne tematy.
Rozmawialiśmy o dzieciach. Mój rozmówca zwrócił uwagę na wielką gorliwość rodziców w wyręczaniu dzieci w rozmowie z innymi. Ten człowiek był ode mnie starszy. Myślę, że nieraz w swoim życiu miał okazję rozmawiać z rodzicami i ich dziećmi. Jego wnioski była bardzo trafne.
Wyobraźmy sobie, że ktoś dawno przez dziecko niewidziany, nagle je o coś zagaduje. Będą to zwykle proste pytania typu: „jak masz na imię”, „ile masz lat”, „czy chodzisz już do szkoły?”.
Nie każde dziecko będzie chciało od razu odpowiedzieć (tym bardziej, jeśli relacja była słabsza).
Kto okaże się najlepszym adwokatem w tej sytuacji?
W większości przypadków do odpowiedzi natychmiast „wyrwie się” rodzic. Nawet, jeśli nie odpowie bezpośrednio, będzie zachęcać dziecko do szybkiej odpowiedzi.
Oczywiście, sama też tak robiłam (i nadal mi się zdarza, jeśli nie przypomnę sobie tego mechanizmu i nie ugryzę w język). W moim przypadku najczęściej była to odpowiedź skierowana nie bezpośrednio do pytającego, ale do dziecka. Na przykład: „Tak, chodzisz już do szkoły, prawda?” (mówię do dziecka, ale to forma odpowiedzi dla pytającego).
Nie wiem, z czego to wynika. Może jako rodzice czujemy się zobligowani do odpowiedzi, żeby ktoś nie czuł się urażony lub nie pomyślał, że dziecko jest źle wychowane? Z drugiej strony – dlaczego brak odpowiedzi miałby być interpretowany jako jego złe maniery dziecka?
Teraz, gdy o tym piszę, widzę pewien mechanizm komunikacyjny. Rodzic stawia się w roli „przekaźnika” pytania oraz odpowiedzi – jest jednocześnie odbiorcą pytania i nadawcą odpowiedzi. Wyręczając dziecko w tej sytuacji, można powiedzieć, że zdejmuje z niego także odpowiedzialność za reakcję.
Co się stanie następnym razem? Czy dziecko będzie chciało samodzielnie odpowiedzieć czy raczej poczeka na to, co tata lub mama mają do powiedzenia?

  • Niekoniecznie.
    Jest częśc dzieci , która wymaga pośrednika i z takim typem dziecka należy się obchodzić ostrożnie i pomagać mu w komunikacji z innymi osobami.
    Mam taką właśnie wnuczkę.
    Ciągle czytamy na ten temat jak coś nam w rękę wpadnie.
    Wnuk za to bez problemu komunikuje się z każdym :-)))
    Oczywiście Rodzić ma obowiązek czuwać nad dzieckiem , ale nie wyręczać.

  • Dziękuję Ci za opinię. Miło Cię widzieć, nie wiedziałam, że Ty to Ty. 🙂 Zgadzam się, że trzeba czuwać, czyli nie reagować automatycznie. Przyglądać się i działać. Pozdrawiam!