Mów śmiało! O publicznym przemawianiu

Za mną naprawdę pracowity tydzień, łącznie z niedzielnym porankiem.
Znajoma powiedziała mi kiedyś „Wiesz, na czym polega wolny zawód? Że wolno Ci pracować także w niedziele i święta.” 🙂
Przyjęte cele życiowe określają granice mojej pracy. Dotyczy to popołudni, wieczorów i weekendów. Chcę też, by moje granice były trochę elastyczne. Zbytnia sztywność w tym zakresie może być zgubna.
Praca w niedzielny poranek to była moja świadoma i nieprzymuszona decyzja. Ale za to jaka przyjemna – przemawianie do ludzi. Z tego, co usłyszeliśmy od odbiorców, także wartościowa z ich punktu widzenia.
Dlaczego o tym piszę?
W zeszłorocznych wpisach często wspominałam o wychodzeniu ze strefy komfortu. Największym opuszczeniem tej wygodnej strefy, jak do tej pory, jest dla mnie zmiana obszaru, sposobu i środowiska pracy.
Gdy już zaczęłam poszerzać granice swojego komfortu, stało się to procesem ciągłym. W pierwszym odruchu chciałam napisać, że okazje nadarzają się same. Nie, to ja sama je inicjuję, a potem realizuję dzięki pomocy innych życzliwych mi ludzi.
Niedzielne doświadczenie to kolejny kamień milowy na drodze mojego samorozwoju.
Gdybym miała to skonkretyzować, użyłabym określenia matematycznego – spełniłam łącznie trzy poniższe warunki:
– po raz pierwszy stałam po stronie wykładowcy w uczelnianej auli;
– debiutowałam w roli mówcy podczas konferencji Toastmasters. Gwoli wyjaśnienia – to organizacja złożona z ludzi, którzy uczą się sztuki publicznego przemawiania. Szlifują te umiejętności w grupach – najczęściej podczas cotygodniowych spotkań.
– po raz pierwszy mówiłam na temat pisania (ale wystąpienie nie miało nic wspólnego z prowadzeniem bloga).
Oczywiście, finalne wystąpienie poprzedzone było solidnymi przygotowaniami – opracowaniem tekstu oraz nagraniami wystąpienia (razem z współprowadzącym). Przygotowanie jest dla mnie niezbędnym etapem pracy. Choć uczę się też luzować wcześniej uzgodnione ramy, akceptować niespodziewane zmiany (nie jest to dla mnie naturalne – zwykle cenię sobie bezpieczeństwo, wynikające z wcześniejszych ustaleń).
Jestem bogatsza o nowe odkrycie. Przed wystąpieniem oraz w jego trakcie w ogóle nie czułam się zdenerwowana, Odkryłam, że przemawianie do innych jest przyjemne i daje mi dużo energii.
Myślę, że to doświadczenie miało miejsce dzięki pracy coachingowej nad moją drogą życia. Tę drogę omawiałam i wyobrażałam sobie podczas zajęć na studiach podyplomowych z coachingu (1,5 roku temu! Jak to szybko minęło!). Jak widać – co się rzekło, to się wydarzyło.
Wiem, że mój następny występ publiczny przyniesie mi równie dużo przyjemności. Chcę, aby pod względem warsztatu było lepiej, dlatego popracuję nad swoją mową ciała. A ten następny raz na uczelni będzie w marcu. Chyba…nie mogę się doczekać. 🙂

Facebook Comments

2 komentarze

  • Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam o istnieniu studiów z coachingu, chętnie bym się przekwalifikowała!
    Dobrze sobie radzisz i jestem pewna, że tak będzie dalej.
    Pozdrowienia serdeczne i powodzenia!

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!