Tupcio i opowieści przedszkolaka

Nie przepadam za serią książek o Tupciu Chrupciu, ale parę tygodni temu zainteresował się nimi MłodszyMi.
Przy okazji czytania jednej z historyjek przypomniała mi się pewna zabawna sytuacja z przedszkola.
Zdarzyło się to, gdy odbierałam StarszegoMi w pierwszym roku przedszkolnym. Któregoś dnia z wielkim zaangażowaniem zaczął wyliczankę, złożoną z wielu czynności.
Wypowiedź mojego dziecka brzmiała mniej-więcej tak: jadłem śniadanie, bawiłem się, jadłem obiad, spałem, a potem znów się bawiłem.
Stojący obok tata spojrzał z zazdrością i z westchnieniem stwierdził: „Pani syn chociaż opowiada, co się działo w ciągu dnia”.
Śmiejąc się, odparłam: „Nie, to nie tak, jak Pan myśli. On recytuje tekst z książki, którą właśnie czytamy.” (a pamięć miał zawsze dobrą).
Była to historyjka o tym, jak Tupcio po raz pierwszy idzie do przedszkola.
Wydawało mi się, że zmartwiony tata odetchnął z ulgą.