Początek biegania – od zapisania

Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się właśnie tak.
Podczas studiów coachingowych jedna z osób prowadzących ćwiczenia poprosiła nas o opisanie i przesłanie jej e-mailem trzech celów. Mieliśmy przemyśleć, o które sprawy chcemy zadbać w ciągu najbliższego roku.
Był to początek 2013 roku.
Na liście moich celów pojawiło się bieganie. Regularne, nie przypadkowe.
Bieganie, którego nienawidziłam w szkole podstawowej. Które kojarzyło mi się wówczas z bezcelowym okrążaniem boiska.
Cel mieliśmy opisać według określonego szablonu. Zapisałam na dwóch-trzech stronach dokumentu Word.
Były to różne punkty, które miały mnie do niego przybliżyć.
Określiłam sobie między innymi:
  • po co chcę go zrealizować (właśnie „po co” a nie „dlaczego”),
  • co mi to da,
  • jak szczegółowo chcę go sobie zaplanować,
  • jak się będę czuć, gdy go zrealizuję.
Proces zapisywania uaktywnił myślenie na ten temat: wizualizowanie, określanie kolejnych kroków. Dzięki temu byłam w stanie zaangażować się bardziej niż zwykle i przyswoić sobie ten cel. Tak, aby był we mnie, a nie obok mnie – w kalendarzu czy na osobistej liście życzeń.
Gdybym miała go tylko w głowie, pewnie pozostałby na tej „liście życzeń”. Takiej, którą każdy z nas nosi w sobie.
Fajnie jest mieć głowę pełną myśli, ale jeszcze lepiej je je zapisać. To pomaga je urzeczywistnić. A przede wszystkim – rozpocząć działanie.
A teraz – do dzieła. Czyli – idę spać. 🙂