Czy znasz swój wzorzec złości?

Twierdzę, że każdy z nas ma własny „wzorzec złości”.
Według mojej (niepotwierdzonej badaniami) oceny, dziedziczymy go w największym stopniu po najbliższych osobach – rodzicach lub opiekunach. Tych, na których emocje byliśmy wyczuleni. Tych, których reakcje widzieliśmy najczęściej.

Pewnie znasz to uczucie, gdy w stresujących lub emocjonujących sytuacjach reagujesz nie tak, jak sobie wyobrażałaś (eś).
Wzorzec powoduje, że automatycznie uruchamiasz dobrze Ci znane „reguły wkurzania„. 🙂 Mimo, że w głębi serca chcesz reagować inaczej.
Mówisz sobie, że następnym razem będzie inaczej.

Niestety, często ten następny raz jest wierną kopią poprzedniego. 🙁
I, niestety, te same zachowania przekazujemy swoim dzieciom.

Widzę to i znam z autopsji.

Co w tym może pomóc?
Zapisywanie swoich emocji.
W zeszycie.
Po to, aby lepiej rozpoznawać moment i sposób ich pojawienia się.
Rozpoznawać, czyli wiedzieć, co uruchamia irytację, gniew, znużenie czy apatię.
One pojawiają się w określonych warunkach: wypowiedzianych słowach, spojrzeniu, gestach.
Można pracować nad regulowaniem ich natężenia i tak powoli zmieniać swój wzorzec reakcji. Piszę „powoli”, ponieważ pracuję nad tym (gdy nie zapominam). Widzę, w ilu przypadkach mi się udaje, a w ilu – nie. 🙂

Proponuję też dopisać kolejne prawo Murphy’ego (może już istnieje?). Dotyczyłoby macierzyństwa – radzenia sobie z emocjami i zachowaniami dzieci.
Brzmiałoby następująco:

„Jeśli w myślach pochwalę się za dobrą reakcję na coś, co zrobili lub powiedzieli moi synowie, jest więcej niż pewne, że za parę minut na nich krzyknę”. 


W moim przypadku zwykle te dwa rodzaje zachowań następują krótko po sobie.
Czyli: krótko się pocieszę, a potem będę żałować 🙂

Dlatego – mając to w pamięci – ostatnio rzadziej pozwalam sobie na takie myśli 🙂

 

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!