Networking – przymus czy przyjemność?

W ciągu ostatniego roku kilkukrotnie uczestniczyłam w spotkaniach „sieciowania”. Chciałabym pokazać Wam mój punkt widzenia na tę kwestię.

Te spotkania są różne.
Jedne bardzie mi odpowiadają, inne – mniej. Zależy to od miejsca, konwencji spotkania czy stylu prowadzenia. To indywidualne preferencje – kogoś przyciągnie impreza w kasynie, a kogoś – eleganckie wnętrza restauracji.

Chcę Wam napisać o moim podejściu do networkingu i jak ono się zmieniło.

Gdy jeszcze nie zależałam wyłącznie od klientów, tylko od pracodawcy, nie uczestniczyłam w takich spotkaniach. Szkoda mi było na nie czasu, bo nie miałam potrzeby zwiększania swojej sieci kontaktów biznesowych.


Idąc na takie spotkanie w czerwcu 2014 roku, nie czułam się komfortowo. Powiedziałam sobie jednak, że potraktuję to jako wyjście ze swojej „osobistej strefy komfortu”.

Wzięłam wizytówki i poszłam. Spotkanie było sprawnie zorganizowane i moderowane, ale nie zostałam dłużej niż zaplanowano. Pod koniec spotkania towarzyszył mi nowo poznany znajomy (bez podtekstów), z którym ucięłam sobie dłuższą pogawędkę (m.in. na temat doświadczeń z takich spotkań). W sumie tę konwersację wspominam jako najbardziej relaksujący moment z całego wydarzenia (tym bardziej, że impreza w kasynie – nie „moja bajka”).


Gdy rok później szłam na spotkanie (w ramach tej samej organizacji), wiedziałam już, co będę robić inaczej. Wymieniłam więcej wizytówek oraz rozmawiałam z większą liczbą osób.
Miałam też bardziej sprecyzowane oczekiwania.
Tym razem tuż przed wyjściem poznałam osobę, dzięki której później trafiłam na inne ważne spotkanie. Ważne nie pod kątem biznesu, ale mojej drogi rozwoju. To spotkanie uświadomiło mi, czym chciałabym się zająć i pokazało, że istnieje inny świat niż korporacyjny. Było to spotkanie w gronie firm rodzinnych.
To racja, że – działając w Warszawie – wiele firm widzi świat z okien szklanego biurowca. Budują wyobrażenie o swoich klientach, wzorując się na swoim świecie wyobrażeń.


Polecam przynajmniej spróbować networkingu.
Dlaczego?
Po pierwsze – od dawna propaguję na blogu ideę „wychodzenia ze strefy komfortu”.
Po drugie poznawanie nowych ludzi uruchamia procesy myślowe w mózgu. Na czym to polega? To tak, jakbyś wertował wizytownik lub kartotekę – tylko w swojej głowie. Po paru takich spotkaniach wyrobiłam sobie nawyk przeszukiwania pamięci – aby podsunąć rozmówcy kontakt do kogoś, kto byłby zainteresowany jego usługami.

Uważam, że o networking powinny zadbać osoby pracujące w korporacjach – zwykle są „przykute” do swoich biurek i spotkanie to ostatnia rzecz, na którą mają ochotę. Poza tym – dla „higieny psychicznej” trzeba pielęgnować swój świat poza pracą. Networking temu sprzyja.

Jaka jest dobra pora na networking? Jeśli wolisz godziny wieczorne, w Warszawie na pewno będziesz mieć szeroki wybór (myślę, ze w innych dużych miastach też). Są też organizowane spotkania poranne – w formie śniadań. Jedna z organizacji robi regularne spotkania o 7:00 rano – tak, aby uczestnicy mogli zdążyć jeszcze przed pracą.

Może zapytacie o efekty – w przypadku dwóch spotkań nie odnotowałam żadnych (jeszcze), ale warsztaty z pisania (dla biznesu) nie plasują się na wierzchołku piramidy potrzeb człowieka.
Jeśli pójdę na to spotkanie za pół roku, moja strategia prezentowania informacji będzie pewnie jeszcze inna.
Niedawno byłam na śniadaniu kobiet i wydaje mi się to najowocniejszym spotkaniem do tej pory. Odnotowałam najwięcej rozmów i wymiany e-maili z propozycjami współpracy.

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!