Kabaret Hrabi mnie zbawi, czyli o sile śmiechu

Uważni czytelnicy bloga wiedzą, że przygotowuję warsztaty rozwoju
osobistego.

Jest duża szansa, że będę współpracować na tym polu z
lokalnym domem kultury. Chciałabym zacząć ten projekt od kwietnia.

Dlatego sprawdzam na sobie różne ćwiczenia.

Ostatnio miałam na przykład dzień śmiechu i śmiania się z siebie.
Jednym z zdań było oglądanie śmiesznych filmów.
Dla mnie to wyzwanie, bo nie oglądam śmiesznych filmików na YouTube.
Nie przepadam za komediami i kabaretami.

Przy okazji uświadomiłam sobie, że zbyt często traktuję świat, ludzi oraz siebie zbyt poważnie. Przez to mogę nabawić się zmarszczek mimicznych (od wytężonego myślenia – znacie to?) i garba (od dźwigania ciężaru problemów tego świata) – to taki żart z siebie (już wdrażam ćwiczenie w życie).
Przyszła więc pora na gromkie „hahahaha”!

Musiałam wytężyć umysł i znaleźć coś dla siebie.
I znalazłam. 🙂

Bardzo lubię kabaret Hrabi i trafiłam na taki ich występ.
W 9. minucie po prostu ze śmiechu łzy leciały mi po policzkach. Prawie uderzałam dłońmi o kolana (to nawiązanie do tego występu).

Chcę się z Wami tym podzielić. Mam nadzieję, że będą Was boleć brzuchy… ze śmiechu.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=Z1aiFs3AUBE
Aktualizacja z 29.12.2016 r – niestety, filmu nie da się już obejrzeć online. Dlatego załączam Wam inny.

  • Czasami taki śmiech jest niezbędny:)