Sedno komunikacji – człowiek

Przeczytałam ostatnio wywiad z psycholożką Susan Pinker. 

Ten tekst utwierdził mnie w przekonaniu, że wirtualne kontakty mają się nijak do prawdziwych relacji. Piszę to pomimo, że nowe technologie są i będą nieodłączną częścią świata. Rozumiem nieuchronność tego procesu i nie zamierzam go zwalczać.

Zaciekawiły mnie dwa wnioski z badań, które przytacza Pinker.

Pierwszy można opisać tak: możesz dbać o siebie – odżywianie, ruch, zdrowy styl życia – ale jeśli nie utrzymujesz bliskich kontaktów z ludźmi, znacznie obniżasz swoje szanse na długie i szczęśliwe życie. 
Okazuje się, że to relacje z ludźmi w decydującym stopniu wpływają na jakość i długość życia. Autorka powołuje się na badania Julianne Holt-Lunstad z 2010 roku.

Jest to istotny wniosek z punktu widzenia tych, którzy pracują na własny rachunek i w domu – tak, jak ja.
Po prostu – trzeba zadbać o tę sferę, jak o każdą inną ważną dla życia.
Jeszcze zanim trafiłam na ten wywiad, na początku roku określiłam jeden z moich celów w obrębie relacji z ludźmi. Założyłam, że zadbam o spotkania z osobami, które lubię i które są dla mnie ważne. Może stwierdzicie, że prezentuję zbyt formalne podejście do kwestii relacji, ale o nie trzeba po prostu regularnie dbać.

Druga kwestia to opisany w artykule eksperyment pokazujący, że pocieszenie w formie sms nie zmienia złego samopoczucia dzieci na lepsze.
W tym badaniu matki miały pocieszyć córki w jeden z następujących sposobów: podczas osobistego spotkania, rozmowy telefonicznej, za pomocą sms lub wcale (były to osobne cztery grupy). Okazało się, że wiadomości sms nie polepszały samopoczucia dzieci. Smsy miały taki sam wpływ jak brak działania ze strony matki – czyli obojętność na to, co się dzieje u dziecka.
To bardzo ciekawy wniosek w kontekście tego, że coraz częściej – zamiast rozmawiać – wolimy wykorzystywać komunikatory. Wydaje nam się, że skutek będzie podobny, jak w przypadku rozmowy telefonicznej. Widać, że mylimy – przynajmniej w przypadku dzieci.
Ciekawa jestem tylko, jak wyglądałoby takie badanie na grupie dorosłych. Czy dorośli są w stanie poczuć się lepiej po otrzymaniu sms, bo na przykład mają już w ogóle większe doświadczenia emocjonalne?

Psycholożka wyraża swoje przekonania na temat komunikacji w ten sposób:

I tu dochodzimy do sedna. Wielu ludziom się wydaje, że kontakt online i ten twarzą w twarz to jedno i to samo. Myślą: co za różnica, czy rozmawiam z koleżanką na Messengerze, Skypie czy siedzimy sobie razem w kawiarni? A różnica jest ogromna! (…)
Komunikując się na odległość, też przekazujemy sobie garść faktów, ale umykają nam przy tym takie informacje pozawerbalne, jak ton głosu, rytm wypowiedzi, wymowa spojrzenia, mimika czy język ciała. To tzw. szczere sygnały, które często mają większe znaczenie niż treść. Nawet na Skypie czy FaceTimie dostrzeżenie tych niuansów jest utrudnione”.

Dlaczego wybieramy środki przekazu na odległość zamiast komunikacji bezpośredniej?
Myślę, że najczęściej przywoływanym argumentem jest „zabieganie” i brak czasu. Dla większości osób brzmi to naturalnie i najbardziej przekonująco.
Ale czy na pewno?

Przytoczę wypowiedź Susan Pinker:

„Coraz częściej ludzie po prostu boją się zaangażowania. Boją się okazać komuś prawdziwe wsparcie, wysłuchać go. Boją się wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. Kontakt online często wydaje się bezpieczniejszy, bo w każdej chwili można się wylogować”.

O co można jeszcze zadbać?
Jak najczęściej odzywać się do ludzi ze swojego otoczenia.
„Krótka wymiana zdań – co słychać, jak się ma pies, co z tą pogodą – mogą znacząco poprawić nasze samopoczucie” – twierdzi psycholog.

Co o tym myślicie? Chętnie przeczytam Wasze opinie.

Facebook Comments

2 komentarze

Czym jest wpis bez komentarzy? Podziel się swoją refleksją na ten lub podobny temat. Dziękuję!