Przekonania a bariery w relacjach wirtualnych

Przekonania – często o nich słyszymy. Ostatnio prowadziłam warsztaty z marketingu osobistego na Akademii Leona Koźmińskiego i po raz kolejny miałam okazję przekonać się, jak są silnie zakorzenione w ludziach.

Podczas prelekcji wywiązała się dyskusja na temat słowa „witam” w korespondencji e-mailowej. Zauważyłam, że ta kwestia zawsze budzi ożywioną dyskusję. Pisałam kiedyś o tym na LinkedIn, więc nie chcę powielać tych treści. Jeśli Cię to interesuje i masz swoje konto na LinkedIn, zajrzyj do wpisu na temat używania słowa „witam” oraz zagrożeń reputacji.

Dlaczego podaję ten przykład? Ponieważ dowodzi, że na temat słów mamy swoje przekonania. Te przekonania wynikają z osobistych doświadczeń i są różne. Dlatego trudno nam się rozmawia w grupie, gdy zdania są odmienne.

W dzisiejszym wpisie chcę podzielić się z Tobą moimi wrażeniami wynikającymi z komunikacji przez sieć społecznościową. Napiszę o barierach w budowaniu relacji, gdy starasz się nawiązać z kimś kontakt.
Tymi przeszkodami są często przekonania na temat intencji
w nawiązywaniu kontaktów i komunikacji.

Pracuję na własny rachunek i szukam kontaktów na portalach, na których są obecni przedstawiciele firm.
Wysyłam zaproszenia i prowadzę korespondencję – najczęściej na LinkedIn.
Czasami – choć zbyt rzadko – jestem pozytywnie zaskoczona efektami tych działań. Niechętnie, ale muszę to przyznać, że w większości przypadków jestem rozczarowana.

Po pierwsze: odbiorcy nie czują się zobowiązani do udzielenia krótkiej odpowiedzi. Poruszałam ten temat we wpisie pt. „(Nie)kultura nieodpisywania na e-maile”.
Każdy z nas ma ograniczone zasoby czasu, które musi podzielić na różne zadania. Rozumiem to, bo i u mnie tak to wygląda. Jednak twierdzę, że można znaleźć sposób na udzielenie krótkiej odpowiedzi – nawet w formie przygotowanego wcześniej szablonu. W tym kontekście powiem Ci, że jakakolwiek odpowiedź na e-mail – nawet odmowna lub wymijająca – stała się dla mnie dużą wartością.

Po drugie: niektórzy odpowiadają na wiadomość, uprzedzając faktyczne intencje.
Ostatnio zdarzyła mi się taka sytuacja. Wysłałam zapytanie do pewnej Pani – zauważyłam, że nie pracuje już w firmie, w której była zatrudniona. Chciałam zapytać, czy jest zewnętrznym konsultantem i czym się teraz zajmuje. Bardzo szybko otrzymałam odpowiedź, która składała się z dwóch zdań, w tym jedno brzmiało: „nie jestem zainteresowana współpracą”.
Sęk w tym, że nie pytałam o współpracę. Adresatka przypisała mi intencję, której nie opisałam w wiadomości. Domyślam się, że wynika to z jej dotychczasowych doświadczeń z innymi osobami lub z wcześniejszych informacji ode mnie.

Nie oceniam tego negatywnie. Zadaję tylko pytanie: w czym może być pomocne tzw. projektowanie własnych przekonań i wyobrażeń na drugą stronę?
Owszem, osiągasz swój cel – odmawiasz komuś i „ucinasz” kontakt. Dzisiaj nie potrzebujesz tej relacji i nie widzisz celu w jej kontynuacji.
Drugi aspekt to własny wizerunek.
Przypisując określone intencje nadawcy – nie znając ich – możesz zbudować mur w potencjalnej relacji.  Często jesteśmy zdziwieni, jaki „świat jest mały”. Nigdy nie wiadomo, gdzie spotkamy się następnym razem i jakie będziemy mieć wobec siebie role – może się odwrócą?

Jak zawsze na tym blogu, zachęcam Cię do świadomego pisania i myślenia nad swoim działaniem – w tym wypadku w komunikacji biznesowej. Warto o to zadbać, bo odbiorcy różnią się pod kątem odbioru Twoich wiadomości.

moje-sedno-przekonania