moje-sedno-uwaga-dla-dzieci

Uwaga – o to walczy każdy z nas. Ja – przez blog :)

Podczas wakacji u dziadków mój 8-letni syn przyznał się, że jest trochę zazdrosny. Co było powodem? Uwaga, jaką obdarzaliśmy młodsze dziecko
z rodziny (nie brata). Mimo, że je lubi i bawi się z nim, czasami zachowywał się tak, aby je rozzłościć.

Tu pozwolę sobie na dygresję – czasami zapominam, że 8-latek to dziecko
i wymagam od niego więcej niż młodszego syna. Zakładam, że ten starszy już rozumie pewne mechanizmy.

Zwierzenie syna skłoniło mnie do refleksji na temat uwagi – czy w ogóle i kiedy przestajemy o nią dbać.

Skąd to pytanie?

Po pierwsze – uwaga rządzi wieloma zachowaniami dorosłych. Twierdzę tak na podstawie obserwacji siebie samej oraz różnych osób
z kręgu rodziny i znajomych. Jesteśmy „istotami społecznymi” i robimy wiele rzeczy po to, aby ważne dla nas osoby zwracały na nas uwagę. Możemy się zarzekać, że nie jest to dla nas ważne. Często nie jesteśmy tego świadomi. Wierzymy, że jest tak, jak chcemy o tym myśleć.

Po drugie – uwaga jest dzisiaj bardzo cennym dobrem, bo jest ograniczona w czasie. Spróbuj zliczyć wszystkie bodźce, na które jesteś „wystawiona” (lub „wystawiony”) każdego dnia. Jednym z nich jest choćby mój blog – żeby przeczytać ten wpis, musisz poświęcić trochę czasu. Do tego dołóż mnóstwo informacji w serwisach, aplikacjach
i portalach społecznościowych. Choć jestem niezła w liczeniu, w tym przypadku nie podejmuję się rachowania 🙂
Przy okazji – założę się, że często masz wrażenie, że jest tego za dużo. Syndrom „FOMO” („fear of missing out”) to tzw. znak naszych czasów. Świat mediów – tradycyjnych i społecznościowych – bazuje na tym, że chcemy „być na bieżąco”. Dzisiaj to oznacza, że musisz „ogarnąć” ogromną ilość informacji. Czy to w ogóle jest możliwe? Ze względu na brak czasu w coraz mniejszym stopniu korzystasz z publikacji ze „źródeł medialnych”, a coraz częściej – z tego, co linkują znajomi.

Po trzecie – na czym bazują serwisy społecznościowe? Gdyby nie uwaga obserwatorów, tablice na Facebook, Pinterest, Instagram  świeciłyby pustkami. Portale, w których jesteśmy autorami, producentami lub powielaczami treści, umożliwiają nam realizację tej potrzeby (a właścicielom platform – zarobek:)

Końcową konkluzję tego wpisu chcę sformułować tak, jak poniżej.
Nieważne, ile mamy lat. Nie liczy się, czy jesteśmy rodzicami naszych dzieci czy dziećmi naszych rodziców. Nieważne, czy wyrażamy siebie przez wpisy na blogu czy udostępniając zdjęcia z wakacji lub treningu biegowego. W głębi duszy pozostajemy dziećmi, które walczą o tę jedną najważniejszą rzecz – uwagę.

Podałam Ci przykłady związane z internetem, ale to dotyczy także działań „poza siecią”. Twoje wybory życiowe: ścieżki kariery, zawodu, bycia lub niebycia z kimś, a nawet decyzje zakupowe, są bardzo często podporządkowane odpowiedzi na pytanie „czy uda mi się w ten sposób zwrócić Jego/Jej/Ich uwagę”.

Warto być tego świadomym. Ja wiem, po co prowadzę ten blog. Zależy mi na Twojej uwadze – czytelnika, dla którego ważna jest świadomość siebie.

PS. Ten wpis traktuję jako dość osobisty. Jeśli chcesz podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami poza blogiem, napisz na aga@mojesedno.pl.