moje-sedno-pros-pomoc

Czy umiesz prosić o pomoc? Opiszę Ci mój przykład

Pomoc kojarzy się głównie z zależnością od kogoś. „Potrzebuję pomocy” może znaczyć tyle, co „nie radzę sobie z tym”.

Kto chce być niezależny? Kto uczy swoje dzieci, że w życiu trzeba walczyć o siebie – nie odpuszczać i być kowalem swojego losu?
Pewnie wiele osób podniosłoby ręce po takich pytaniach, gdyby padły one na sali 🙂

Dobrze, że wzmacniamy poczucie wartości – swoje i dzieci.
Ale …pewnych rzeczy nie osiągnie się w pojedynkę. Lub inaczej – można je osiągnąć, ale trwa to dłużej lub wymaga więcej nakładów.

Piszę to, choć osobiście nie lubię „dróg na skróty”, a w szczególności tego specyficznego rodzaju „kombinowania”, gdy ktoś chce włożyć minimum wysiłku lub wykorzystać do tego innych. Z drugiej strony jestem typem osoby, która lubi pracować sama – dlatego m.in. odpowiada mi praca freelancera – zewnętrznego konsultanta, który przychodzi do firmy zrobić projekt.

Zauważ, że na sukces szefa pracują podwładni. Na sukces sportowca – zespół trenerów, psycholog i inni.
A jak jest w rzeczywistości? Patrząc na swoje doświadczenia zawodowe
i relacje z innymi ludźmi widzę, że zwykle chcemy osiągać cele samodzielnie, bez pomocy „osób trzecich”.

Opiszę to na swoim przykładzie, odnosząc się do motywacji i osiągnięć związanych ze sportem.

„Podskórnie” to czułam, ale „na własnej skórze” przekonałam się dopiero parę tygodni temu. Wtedy, gdy osiągnęłam tegoroczny cel związany z bieganiem – pokonałam trasę 10 km.
Teraz wiem, że zabierałabym się do tego dłużej i dokonałabym tego później. Jednak pewnego dnia przypadkowo spotkałam znajomego, który biega znacznie dłużej niż ja. Umówiliśmy się na trening. Padła spontaniczna propozycja „to może zrobimy dyszkę”. Dobra strona tej sytuacji była taka, że nie miałam czasu, aby się do tego przygotować mentalnie. Nie rozmyślałam, czy dam radę, czy nie. I dałam. Przebiegłam te 10 km w czasie, którego się zupełnie nie spodziewałam (i wcale nie przemawia przeze mnie tzw. fałszywa skromność).

Oprócz poczucia zadowolenia, wyciągnęłam z tej sytuacji także pewną lekcję.
Dopiero, gdy miałam szansę pobiec z inną osobą zauważyłam, coś, czego nie dostrzegłabym sama. Biegając w pojedynkę, miałam tendencję do „leniuchowania”. Dawałam sobie „fory”, uważając że nie sprostam wyzwaniu. Teraz wiem, że stać mnie na więcej i już nie „odpuszczam” tak łatwo.

Części czytelników to, o czym teraz piszę, wyda się oczywiste. Tylko, że – gdy przychodzi do działania – tych oczywistości nie bierzemy pod uwagę. Tak, jakby nas nie dotyczyły.

Świetnie jest cieszyć się z własnych sukcesów, gdy jesteśmy jednocześnie ich ojcem i matką. Czasami jednak dobrze jest zrobić miejsce dla drugiego „rodzica sukcesu” niż zmagać się z wyzwaniem samemu.

Warto zastanowić się nad bardzo ważną kwestią – czy umiesz prosić o pomoc?
Podobne pytanie padło podczas konferencji Nienieodpowiedzialni2016,
w której uczestniczyłam. Zadał je zebranym Szymon Hołownia, a brzmiało ono tak: „czy umiesz bezinteresownie przyjmować coś od innych”. Tym czymś może być właśnie pomoc – choć między ludźmi wcale nie musi paść to słowo.

Na koniec tego wpisu mam taką refleksję – jeśli jesteś szczęściarzem, taki pomocnik pojawi się (nie)przypadkowo pewnego dnia, w zupełnie (nie)spodziewanym momencie. Tak, jak to miało miejsce u mnie. Warto zdać sobie z tego sprawę. I pomyśleć, komu i przy czym zaoferować swoją pomoc.

Ja nad tym myślę…