moje-sedno-blog-zdrowie-uwaznosc

Zdrowie, czyli słuchaj, gdy organizm mówi „stop”

Zdrowie – bardzo często życzymy go sobie w gronie bliskich i znajomych.
Chcę dzisiaj przytoczyć (co prawda już po-wigilijną) opowieść pt.”jak to u mnie przed Świętami ze zdrowiem było”.

Przed tegorocznymi Świętami Bożego Narodzenia chciałam opublikować wpis, który mógłby Wam się przydać w czasie świąteczno-noworocznym.

Niestety, przeszkodziła mi w tym choroba.
Z drugiej strony – wpis jest już prawie gotowy i przyda się także na początku nowego roku 🙂

Zaczęło się na trzy tygodnie przed Wigilią i dość niezauważalnie, od przeziębienia – kataru, kichania.
Przedsięwzięłam działania mające polepszyć mój stan zdrowia – nie lekarstwa, ale domowe sposoby. Przez kilka dni prawie nie wychodziłam z domu, nie licząc odwożenia młodszego syna do przedszkola. Unikałam dużych skupisk ludzi, co nie jest trudne, bo mieszkam poza Warszawą, a wizyty w centrach handlowych nie należą do moich ulubionych zajęć.
Z drugiej strony – nie zrezygnowałam z obecności podczas zarezerwowanej znacznie wcześniej konferencji naukowej oraz towarzyszących jej warsztatów, choć te ostatnie trwały tylko pół soboty 🙂

Tak minął jeden tydzień. Wydawało mi się, że jest już lepiej, że stan mojego  zdrowia się polepszył.
W drugim tygodniu jednak katar nie ustępował, ale nie przejmowałam się nim tak bardzo, w myśl zasady, że nieleczony trwa tyle samo, co leczony.
W weekend uczestniczyłam w zajęciach na uczelni oraz przedświątecznym wieczornym spotkaniu z przyjaciółmi. W niedzielę zabrałam się za pieczenie pierwszego w moim życiu ciasta czekoladowego – korzennego brownie ze sprawdzonego bloga www.kwestiasmaku.pl. To był mój „słodki wkład” w organizację koncertu kolęd szkoły muzycznej, do której rady rodziców należę od dwóch lat.

W przedświąteczny poniedziałek uczestniczyłam w przedszkolnych jasełkach, a tuż po nich – we wspomnianym koncercie kolęd. Tradycją naszej szkoły muzycznej jest loteria fantowa, więc zaangażowałam się w sprzedaż losów. Niestety, nasze stoisko było niedaleko wejścia głównego do budynku, a drzwi otwierały się dość często.
Koncert trwał prawie trzy godziny i wydawało mi się, ze po tym „maratonie występów” będę wykończona. O dziwo, tego dnia miałam jeszcze na tyle dużo energii, że o 22.00 ugotowałam szybki jarski obiad na wtorek (przepis pochodził też ze wspomnianego wyżej bloga).

Okazało się, że mój organizm jednak nie zapominał o swoim wcześniejszym stanie. Nie dało się go tak łatwo zbyć lub wręcz oszukać. Nie wiem, czy to efekt poniedziałkowego przeciągu czy przebywania w przedszkolu (wiele dzieci wcześniej chorowało – w tym mój syn), ale we wtorek wieczorem zupełnie się „rozłożyłam”. Bóle mięśni, silne dreszcze, ogólne rozbicie i zapchany nos. Tak było przez kolejne 3 dni – tuż przed Świętami.

Dlaczego o tym dzisiaj piszę?

Zanim ucierpiało moje zdrowie, miałam plany przedświąteczne. Były związane m.in. z publikowaniem na blogu i pisaniem mojego pierwszego artykułu naukowego.  Wszystkie zamierzenia wzięły w łeb. Nie miałam fizycznie siły, żeby otworzyć laptop i cokolwiek zrobić. Po dwóch dniach niemocy z trudem udało mi się sklecić kilka prostych e-maili. Na szczęście nie musiałam zajmować się szykowaniem do Wigilii, ponieważ wyjeżdżaliśmy. Na szczęście nie miałam zaplanowanych żadnych spotkań ani rozmów telefonicznych z klientami. Artykuł leżał odłogiem – na szczęście mam jeszcze trochę czasu.

W tygodniu przed Świętami dwukrotnie badali mnie lekarze. Pierwszy lekarz stwierdził niedoleczoną infekcję, a pani doktor – przewlekłe zapalenie zatok. Teraz jestem w trakcie 2-3 tygodniowego leczenia.

moje-sedno-blog-zdrowie-uwaznoscZdjęcie: www.stocksnap.io

Po tych diagnozach najpierw pomyślałam „jak to, niedoleczona infekcja? przecież pracowałam w domu, prawie nigdzie nie wychodziłam i dbałam o siebie„. Później dokonałam uczciwego rachunku sumienia, analizując, co dokładnie robiłam w kolejnych dniach. Co się okazało? Tu zdarzyła się wizyta w sklepie po prezenty, tu spotkanie z potencjalnym klientem w kawiarni, tu jasełka w przedszkolu, tu koncert…Gdy zebrałam te wszystkie zdarzenia razem, okazało się, że organizm to wszystko w sobie gromadził, a ja nie dbałam o niego tak dobrze, jak mi się zdawało.

A poza tym – to, że siedziałam w domu, nie znaczy, że dałam organizmowi odpocząć. Pracowałam normalnie, jakbym była zdrowa. A przecież, gdybym pracowała w jakiejś zewnętrznej firmie, to nie przychodziłabym do biura, tylko odpoczywała w domu. 

Wniosek dla mnie: więcej uważności podczas infekcji, która już dzieje się w organizmie. Czyli – nie tylko przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu, ale także odpoczynek (nie przed laptopem).
Jeśli zbagatelizuję lżejszą chorobę, to powróci do mnie ze zdwojoną siłą.
Drugi wniosek: w przyszłym roku chcę zaszczepić się na grypę. Przez wiele lat mnie omijała – gdy nie miałam dzieci, ale ostatnie 3 tygodnie pokazały, że jednak nie jestem na nią odporna 🙂

Wsłuchując się w wiatr dujący za oknem, życzę Wam, aby zdrowie nie opuszczało Was przed końcem roku i zabawą sylwestrową.

PS. Cieszę się też, że wreszcie mój umysł i ciało wróciły do stanu, kiedy chce mi się napisać konkretny tekst – nawet, jeśli dotyczy on choroby 🙂

Chcesz więcej?

Wybierz listę