moc-slow-moje-sedno-blog-dzieci

Moc słów – jak wspierać dzieci na co dzień?

Moc słów – zdajemy sobie sprawę, jak jest wielka i jak trudno jest nią czasami kierować, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jeśli ktoś nie zwraca uwagi na dobór słów i myśli, ze najważniejsze jest, aby się komunikować, czyli mówić do innych – jest w błędzie.

Patrząc na praktyczny aspekt słów – są one o tyle ważne, że na co dzień silnie wpływają na nasze zachowanie i podejmowane działania.

Zaczęłam zwracać baczniejszą uwagę na słowa po tym, gdy studiowałam  coaching profesjonalny. Po skończeniu tych studiów zmienił się mój sposób używania słów.

Moc słów jest dla mnie namacalna – choć często słyszę, że nie potrzebujemy aż tyle pisanych treści, a dzieci i tak piszą (i będą pisać) coraz mniej.

Uważam, że pisanie jest potrzebne, a szczególnie dzieciom. Zauważyłam, jak słowo pisane rozwija wyobraźnię, gdy starszy syn zaczął bardzo dużo czytać. Słyszę, jak się wypowiada i cieszy mnie to, że używa różnych słów. Jakiś czas temu pokusił się nawet o zapisywanie swoich myśli i tworzenie czegoś w rodzaju opowiadania.
Młodszy syn także sięga po małe karteczki, choć dopiero zaczyna naukę pisania (najczęściej na nich rysuje). Co do karteczek – zawsze trzymam je w szufladzie, aby w odpowiednim momencie zapisać na nich pomysły – na przykład na wpisy na blogu (ten wpis także powstał dzięki paru słowom spisanym w ten sposób).

Powiesz „dobrze, nie pisz mi tu o karteczkach – o co Ci chodzi z tym pomaganiem dzieciom przez pisanie?

Panie Mazlish i Faber, o których często wspominałam na blogu, opisały metodę porozumiewania się z dziećmi za pomocą krótkich notek na kartkach. Skąd wziął się taki pomysł? Obie panie zaobserwowały, że w wielu sytuacjach dziecku trudno było zapamiętać prośbę / polecenie i wykonać daną czynność.  Znam to z autopsji (zakładam, że Ty też) – wiele razy powtarzam moich synom „zrób to, zrób to, zrób to” z częstotliwością… co dwie minuty. Po pewnym czasie dzieci ignorują wypowiadane słowa, bo brzmią one jak brzęczenie natrętnej muchy.
W jednej ze swoich książek – nie pamiętam dokładnie, ale pewnie „Jak mówić, by dzieci słuchały…” – autorki opisały sposób na radzenie sobie z tą sytuacją. Chodzi o zwrócenie uwagi dzieci w inny sposób – przez słowo pisane. Litery widać, ale ich nie słychać. To trochę tak, jakby w trakcie głośnego bloku reklamowego nagle zapadła cisza – wielu dorosłych natychmiast zwróciłoby uwagę na ten niespodziewany efekt milczenia.
Wracając do „metody karteczkowej”- w ostateczności, gdy obie mamy nie miały już sił po raz kolejny powtarzać komunikatu, ratowały się metodą pisania krótkich listów do dzieci – najczęściej było to parę prostych zdań. Okazało się, że taki sposób się sprawdził.

„Ok” – powiesz – „a co w przypadku dzieci, które jeszcze nie umieją czytać i pisać?” Z doświadczenia autorek i innych mam wynikało, że ta metoda jest także skuteczna. Przez to, że dorośli traktowali małe dzieci tak, jakby już umiały czytać, one czuły się zauważone. Dobrze wiesz, że w różnych zachowaniach dzieci chodzi często o to, aby dostać od dorosłych trochę uwagi. Poza tym dla dzieci był to też powód do dumy – że są traktowane na równi ze starszym rodzeństwem, które używa słów pisanych.

Wydaje mi się, że dokładnie z tej samej książki pochodzi jeszcze inna inspiracja odnośnie do pisania w kontekście dziecięcych problemów.
Używanie kartki może pomóc małemu dziecku rozładować agresję – gdy nie potrafi jeszcze mówić. Przytoczę Ci przykład, który mnie zaskoczył, ale sprawdziłam go raz i.. zadziałał! Gdy mój młodszy syn nie potrafił jeszcze wyrażać się słowami i z jakiegoś powodu strasznie się rozzłościł, przypomniałam sobie metodę z książki. Podsunęłam maluchowi kartkę papieru, dałam mu kredkę i powiedziałam „widzę, że jesteś bardzo zły. Narysuj, jak bardzo.” Dziecko zaczęło ze złością bazgrać po białym papierze, a z każdym ruchem nacisk kredki na kartkę jakby malał. Po zamazaniu całego pustego pola, syn się uspokoił. Wyraźnie zeszło z niego napięcie i wyglądał nie tyle na odprężonego, ale raczej nieco zmęczonego tym aktem. W każdym razie wyładowanie nadmiaru negatywnych uczuć w taki niewerbalny sposób wyraźnie mu pomogło.

Kreślenie na kartce pomaga także dorosłym – można się „wyżyć”, a potem kartkę wyrzucić 🙂

moc-slow-moje-sedno

Pisanie na kartkach to także sposób dla dzieci, aby wyrażać swoje granice i potrzeby.

Czy choć raz widziałeś/widziałaś kartkę na drzwiach pokoju dziecka – Twojego lub znajomego? Ostatnio na Facebook koleżanka zamieściła zdjęcie takiego komunikatu napisanego przez córkę – przekaz brzmiał mniej więcej tak „kto wejdzie do pokoju, narażony jest na wysokie ryzyko”. Myślę, że to dobrze, że dzieci w ten sposób wyrażają swoje potrzeby oraz ostrzegają nas, dorosłych 🙂 Lepiej jest nie być zaskoczonym, tylko odpowiednio wcześniej uprzedzonym o ewentualnych zagrożeniach.

Dlatego zachęcam, abyśmy nie poddawali się tak łatwo, jeśli chodzi o umiejętności pisania dzieci. Pokazujmy dzieciom moc słów. Jak? Przez to, że sami coś zapisujemy, piszemy odręczne notatki. Wtedy zobaczą, że warto robić coś więcej niż przesuwanie palcem po ekranie smartfona czy tabletu.
Książki dla rodziców na temat wychowania dzieci pokazują, że korzyści z pisania mogą być większe niż tylko… ładny charakter pisma. Pisanie wzmacnia nie tylko mięśnie ręki, ale i charakter – gdy wiemy, jak wykorzystać moc słów na co dzień.

Czego i Tobie, czytelniku, życzę w tym nowym roku!