moje-sedno-pokoleniey-praca

Pokolenie Y to kwestia metryki czy mentalności?

Pokolenie Y – wiele osób zżyma się, gdy słyszy to określenie. To słowo stereotypowo kojarzy się z młodymi ludźmi – indywidualistami przekonanymi o swojej wielkości, którzy stawiają pracodawcom swoje warunki. Jednym z tych wymagań jest praca do określonej godziny (nie ponad godziny) i oddzielenie pracy od życia osobistego. Po co? Aby mieć czas wolny i realizować w nim swoje projekty albo wyrażać siebie poza pracą.

Dlaczego chcę zająć się tym tematem? Ponieważ mam poczucie, że – jeśli chodzi o stawianie granic między pracą a wolnym czasem oraz kwestię zaangażowania w sprawy firmy – mentalnie od kilkudziesięciu lat wpisuję się w grupę przedstawicieli Pokolenia Y. I to pomimo, że moja data urodzenia (koniec lat 70.) lokuje mnie parę lat wcześniej, w Pokoleniu X.

O co chodzi z tymi różnicami? Sposób pracy i podejście do niej reprezentowane przez obecne pokolenie czterdziestoparolatków, jest zupełnie inny niż tzw. Millenialsów. Oni zaczynali pracę w zupełnie innych realiach. Dla przypomnienia, jeśli blog czytają młodsze osoby – na przełomie lat 80. i 90. biznes w Polsce szybko się rozwijał i stwarzał możliwości błyskawicznej karieryprzede wszystkim korporacyjnej. Osoby ambitne, z dobrych uczelni i zmotywowane do ciężkiej pracy relatywnie szybko mogły awansować na wysokie stanowisko w hierarchii firmy – szczebel dyrektora lub nawet prezesa (w mniejszej firmie).
Studiowałam w Szkole Głównej Handlowej i dobrze pamiętam, gdy na 2. czy 3. roku studiów część moich rówieśników „parła” do pracy w wymarzonej „pierwszej piątce” firm audytorskich. Dla mnie nie było to wówczas istotne. Należałam do Studenckiego Naukowego Koła Marketingu i z cyklicznych spotkań z absolwentami pamiętam starszych o 3-4 lata kolegów. Większość z nich pracowała bądź na stanowisku dyrektora zarządzającego/prezesa (jeśli firma była mniejsza) lub na stanowisku dyrektora w korporacjach. Gdy kończyli studia, ich naturalną drogą rozwoju zawodowego była praca w korporacji. A tam pracowało się dłużej niż do 17.00 (marzenie!) czy 18.00.

Ujmująco określił tę grupę pracowników Pan Maciej Nowak w tekście na temat popularnej w latach 90. w Warszawie kuchni wietnamskiej, której punkty gastronomiczne były usytuowane głównie przy pl. Konstytucji. Przytoczony poniżej cytat znalazłam w „Magazynie Stołecznym” w niedawno opublikowanym tekście na temat kuchni wietnamskiej w stolicy (jeśli Cię to interesuje, cały tekst znajdziesz tutaj). „Małe Hanoi na pl. Konstytucji. To tutaj na początku lat 90. w dziesiątkach stłoczonych, plastikowych jugolskich budek umęczeni pionierzy korpoładu wciągali na stojaka kaczkę z gorącego półmiska, sajgonki czy wieprzowinę na słodko-kwaśno”.

Ci „umęczeni pionierzy korpoładu” to – moim zdaniem – trafne określenie, które dotyka sedna sprawy. Dlaczego starsze pokolenie ma problem z zachowaniami i podejściem do pracy Pokolenia Y? Myślę, że różnice biorą się z wartości i przekonań. Pokolenie X działa według założeń sprzecznych z wartościami młodych ludzi – ujęłabym te założenia w ten sposób:

  • praca – z zasady – powinna być ciężka, aby była dobra,
  • jeśli nie pracujesz po godzinach, nie pracujesz ciężko,
  • jeśli nie pracujesz ciężko, nie jesteś zaangażowanym pracownikiem,
  • jeśli nie jesteś zaangażowanym pracownikiem, nie jesteś dobrym pracownikiem dla firmy.

Tu pojawia się ważna kwestia zaangażowania pracownika. Jak powinno być zdefiniowane?

Jeśli gotowością do tzw. poświęcenia się w formie większej ilości godzin ciężkiej pracy, jest to dla mnie argument nieadekwatny do rozumienia zaangażowania. W ciągu 12-letniej pracy na etacie tylko parę razy zdarzało mi się zostawać w pracy po godzinach – gdy była to naprawdę sytuacja awaryjna. Podobnie, jak Pokolenie Y, nie mierzyłam swojej przydatności jako pracownika ilością godzin spędzonych po wyznaczonym czasie pracy. Jako pracująca mama przez pewien czas wróciłam na część etatu. Właśnie wtedy byłam najbardziej zmotywowana i przeprowadziłam jeden z ważniejszych dla firmy projektów w owym czasie, wykraczający poza mój zakres obowiązków.

pokolenie-y-praca-moje-sedno

Jeśli ktoś mówi, że jasne określanie granic swojej pracy w aspekcie czasu świadczy o braku zaangażowania pracownika, radzę, aby zauważył, jak zmienił się sposób pracy i wartości z nią związane. To nastąpiło już kilka lat temu.

Oczywiście, nadal aktualna pozostaje kwestia: jak radzić sobie z pracownikami z Pokolenia Y, jeśli jesteś od nich kilkadziesiąt lat starszy/starsza. Nie będę wchodzić tutaj w inny aspekt sprawy – odpowiedzialności za swoje decyzje czy brania odpowiedzialności w ogóle. Na pewno radzenie sobie z tym wyzwaniem nie jest łatwe, ale wymaga szukania sedna. Trzeba mieć chwilę na refleksję – zadanie pewnych pytań oraz próba odpowiedzi na nie. Jak zdefiniować pojęcia takie, jak zaangażowanie czy odpowiedzialność, aby był akceptowalne dla różnych ludzi? Jak dotrzeć do młodych ludzi przez ich wartości i sposób widzenia świata? 

Mój znajomy – reprezentant grupy Millenialsów – zamieścił pod koniec 2015 roku wpis na LinkedIn na temat motywowania pokolenia Y w pracy. Warto potraktować go jako autentyczną inspirację do zmiany myślenia i potencjalne wskazówki dla siebie.
Jeśli Cię to interesuje, cały wpis na temat „Pokolenie Y potrzebuje zajebistości!” przeczytasz tutaj.