ruch-zdrowie-moje-sedno

Ruch – sedno zdrowia. Szczególnie jesienią

Ruch jest ważny – widać to po dzieciach. One bardzo często są w ruchu (jeśli interesuje Cię temat ruchu jako elementu rozwoju przedszkolaka, zajrzyj tutaj). Mam wrażenie, że z upływem lat tracimy naturalną ruchliwość – choć pewnie w dużej mierze zależy to od usposobienia i tzw. temperamentu osoby. Niektórzy są bardziej, a inni mniej aktywni.

Ruch to też sport i o tym chcę dzisiaj napisać. Na blogu wspominałam już o tym, że w szkole podstawowej nie lubiłam biegać. Miałam poczucie, że najgorzej sobie radzę (jeśli to Cię interesuje, przeczytaj o tym, jak zaczęłam biegać) . Gry zespołowe typu „zbijak” lub „dwa ognie” nigdy mnie nie ekscytowały – wręcz przeciwnie, unikałam ich, dając się szybko „zbić” z boiska. Słabo też radziłam sobie na basenie. Nauczyłam się pływać w zasadzie, gdy byłam nastolatką – samodzielnie, na jakiejś płytkiej wodzie, w rękawkach.

Trzy lata temu polubiłam bieganie. Ponad dekadę temu z własnej nieprzymuszonej woli regularnie chodziłam po pracy na basen. To był dobry czas relaksu i pływackiej formy fizycznej. Nie robiłam odstępstw od harmonogramu treningów – niezależnie od pogody czy obowiązków w pracy. Zawsze lubiłam też jeździć na rowerze.

Są to aktywności, które określam jako ogólnodostępne. Owszem, bieganie wymaga wcześniejszego przygotowania, ale jeśli robisz to amatorsko, nie jest to specjalnie wymagający sport.

Jestem więc typem o umiarkowanej ruchliwości sportowej. Z tego względu nie zdziwiłam się, że starszy syn przez pierwsze 4-5 lat nie był szczególnie aktywnym ruchowo dzieckiem. Natomiast byłam zaskoczona, jak zmieniło się jego podejście do ruchu, gdy zaczął regularnie trenować grę w piłkę.

Gdzieś w Internecie przeczytałam artykuł lub wzmiankę o tym, że ruch dobrze wspiera rozwój intelektualny. W tym kontekście myślę, że dobrze jest stymulować dziecko zarówno w kierunku czytania książek, jak i kopania piłki. Myślę, że często – oceniają dzieci – oddzielamy te dwie kwestie od siebie.  Dzielimy dzieci na „intelektualistów” (nie interesuje ich sport) lub „sportowców” (który nie spojrzą w kierunku książki).

Jest też inny pozytywny aspekt treningu dziecka – dla aktywnego rodzica. Treningi dziecka są dla mnie dobrą motywacją do biegania. Jeśli sama zachęcam dziecko do wysiłku i ruchu, pokazuję mu to także na własnym przykładzie. Pora popołudniowa lub wieczorna zawsze bardziej mi odpowiadała i lepiej mi służy niż poranny trening. Do tej pory korzystałam więc z tej możliwości (już niedługo po południu będzie zupełnie ciemno).

Bieganie podczas treningu dziecka dało mi jeszcze jedną perspektywę – rozumienie, że dziecku na boisku naprawdę nie jest zimno – szczególnie, jeśli pry 14 stopniach biega w podkoszulce i bluzie. Przestałam nakłaniać synów, aby się cieplej ubrali lub założyli czapki – myślę, że wszyscy są z tego zadowoleni 🙂
Podam przykład – któregoś dnia nieustannie siąpił deszcz i wydawało mi się, że na zewnątrz jest naprawdę zimno (nie wychodziłam z domu w ciągu dnia). Zbliżał się czas treningu – także mojego. Ubrałam się w odpowiednio, a po wyjściu okazało się, że jest całkiem przyjemnie. Zrobiłam naprawdę dobry trening w ciepłym letnim deszczu, choć był to już początek września. Gdyby nie trening piłkarski syna, nie miałabym okazji przekonać się, że bieganie w mżawce może być efektywne oraz przyjemne 🙂 Za co, oczywiście, dziękuję – w duchu wpisu na temat dziękowania dzieciom.