bylejakosc-komunikacji

Bylejakość w komunikacji

Bylejakość ma różne oblicza. Mnie szczególnie razi, jeśli dotyczy obszaru dla mnie ważnego, czyli komunikacji – firm do ludzi lub ludzi między sobą. W tej materii nie warto działać w myśl „byle jakoś to było”. 

„Jak masz coś robić byle jak, to lepiej wcale tego nie rób” – te słowa pamiętam z dzieciństwa, a teraz zdarza mi się je powtarzać w stosunku do moich dzieci.

Oczywiście, że irytowało mnie to, gdy byłam dzieckiem.

Zakładam, że sentencja, którą przytoczyłam powyżej, odnosiła się w dużej mierze do mojego ówczesnego podejścia do ćwiczeń na lekcje fortepianu. Chodziłam do szkoły muzycznej prawie codziennie, bo na różne zajęcia. Miałam w związku z tym sporo zajęć w tygodniu. Do tego trzeba było zaplanować czas ćwiczeń na pianinie (na początku nie mieliśmy instrumentu w domu). Dlatego czasami byłam po prostu zmęczona i przytłoczona tym, że po szkole – zamiast biegać po ulicy – muszę jeszcze „szlifować” utwory muzyczne. Stąd brała się moja bylejakość w wykonywaniu ćwiczeń. 

Teraz, gdy zajmuję się nadaniem słowom odpowiedniego miejsca w komunikacji z klientami i pracownikami, ta sentencja jawi mi się jako jeszcze bardziej wyrazista i ważna.

W dalszej części wpisu zastanowię się, skąd może się brać ta „bylejakość” i jak się to ma to jakości.

Dbanie o jakość – w moim przypadku budowanie wartości przez komunikację – wymaga więcej wysiłku. Dlaczego? Ponieważ trzeba sobie odpowiedzieć na pewne fundamentalne pytania. Mogą brzmieć prosto, ale – jak większość prostych pytań – wymagają przemyślanych odpowiedzi.
Wielu osobom przemyślenia wydają się czymś trudnym, dlatego często stosują pewną wymówkę – „nie mam na to czasu”. Żeby jednak nie tkwić w stanie bierności (czego dzisiejszy świat raczej nie akceptuje), stawiają na działanie. Z wzmożonej chęci działania – rozumianej jako zapełnienie pewnej luki – wynika „pęd” do ilości.

Może zastanawiasz się, jak przełożyć to, co piszę, na konkretne dylematy. Podam Ci przykład z mojego zawodowego obszaru – komunikacji marketingowej. Na rynku mamy do dyspozycji wiele narzędzi, a ich obfitość powoduje dylematy wyboru. Żeby jednak wyselekcjonować te najwartościowsze, trzeba dokonać głębszej analizy swoich klientów – jakie są ich potrzeby, jak spędzają czas, gdzie można do nich dotrzeć z komunikatem. Jeśli firma ma duży budżet, czasami wybiera więc szybszą ścieżkę, czyli inwestuje w różne sposoby komunikacji. Mówiąc obrazowo, „łowi większą siecią”, licząc na to, że zawsze jakieś mniejsze lub większe ryby do niej wpadną. Jeśli odniosę ten przykład stricte do działań marketingowych, będzie to oznaczać szukanie klientów we wszystkich możliwych grupach docelowych. Tymczasem może się okazać, że lepiej byłoby skoncentrować się na pewnym segmencie klientów – takich, którzy przynoszą najwyższe przychody lub są najbardziej lojalni. Jeśli interesuje Cię temat analiz grup docelowych, przeczytaj mój wpis pt. „Strategia komunikacji a grupa docelowa” na moim blogu zawodowym – Akcji Komunikacji.

Wielokrotnie doświadczyłam – w działaniach zawodowych i biznesowych – że inwestycja czasu w jakość daje lepsze efekty. A zakładam, że większość z nas chce być efektywna w tym sensie, żeby poświęcać mniej czasu na określone działanie, zachowując satysfakcjonujące wyniki.

Zachęcam Cię do zgłębiania odpowiedzi na pytania, które są dla Ciebie ważne w życiu osobistym lub biznesowym. Oby w żadnym aspekcie Twojego życia nie dosięgła Cię bylejakość.